Dzisiaj znowu będzie poważnie. Może dlatego, że jest piątek, może dlatego, że jest 5 piątek, a może dlatego, że jest październik. Nie ważne. Właśnie wróciłam do domu. Kilka piw i piękna pogoda. Długi spacer po osiedlu, całkiem nie zaplanowany. Muszę stwierdzić, że coś jest w tym mieście, że tyle znaczy. Te same chodniki wiodą mnie do schodów domów, które znam. Tak wiele się dzieje.

 

PONIŻSZE PISANE JEST ŻARTEM

  Dziś myślałam czemu tak jest i już wiem coś. Ludzi można podzielić na tych, którzy potrzebują Miłości i na tych, którzy jej nie potrzebują. Tych drugich można podzielić na tych, którzy są całkiem szczęśliwi sami i na tych, którzy potrzebują miołości w sensie czysto fizycznym i nic poza 1-3 nocami. Osobną kategorią są niezdecydowani. Ci są najgorsi i od nich zacznę. Niezdecydowani są to tacy, co by chcieli i wszystko i nic naraz. Pięć srok za ogon! No tragedia! Tacy to chcą miłości czystej, prawdziwej, chcą pełnej wierności, wiedzieć wszystko co robi ta druga osoba przy czym sami chcą zachować pełną niezależność. Nie chą nic musieć. Nie czują się zobowiązani, bo w sumie to oni tak na prawdę nie są pewni czy tego chcą, bo gdyby... a może... może jednak.... albo... a najlepsi mówią, że nie umieją okazywać uczuć albo coś lepszego, przy czym kochać się z drugą osobą chcą owszem, ale tylko wtedy kiedy oni mają ochotę i tak jak mają ochotę, a ta druga osoba ma się przystosować, a jak nie no to "znaczy, że to nie to"! Beznadzieja.

    Teraz omówię tych, którzy potrzebują miłości. Tu już mniej żartów. To są takie osobniki, które istnieją praktycznie gdy istnieją w dwóch osobach, czyli są oni i ich ukochana osoba. Różne są ich rodzaje. Różne mają problemy, czasem mogą być myleni z niezdecydowanymi, przez to, że posiadają jedną z cech ww. grupy, ale "jedna cecha nie czyni niezdecydowanego" bo niezdecydowani to cały zestaw cech, a gdy którejś nie ma to znaczy, że to już nie taki niezdecydowany w całym tego słowa znaczeniu. Ci kochający kochają długo i głęboko. Często namiętnie. Często nieśmiali. Nie umieją się pozbierać po utracie ukochanej osoby. Są to osoby po prostu CHORE. Nie dają sobie rady same. Niby wszystko ok, ale spróbujcie taką osobę upić - potworne- od razu wyłazi z niej wszystko nawet jeśni nie ryczy, nie zawodzi i nie marudzi to wtedy już nie umie tak świetnie ukryć tego, że bez miłości czuje się niczym. Prozak byłaby dla nich najlepszy. Ale gdy da się im miłość... wtedy to odmiana jest pełna. Z początkowego strachu zamieniają się w rekiny towarzystwa, brylują na spotkaniach wymową i dowcipem, są wszędzie ale i zawsze przy ukochanej osobie. Starają się robić wszystko najlepiej, starają się dbać, kochać najmocniej. One nie zdradzą. Prędzej umrą lub zerwą niż zdradzą. Prawda jest taka, że nie zawsze to im wychodzi, dlatego najłatwiej taką osobę rozpoznać gdy jest aktualnie sama.

    Kolejny typ to nie potrzebujący miłości samowystarczali, że tak powiem. Oni są w porządku. Nic od nikogo nie chcą, realizują swoje plany, mają przyjaciół, mogą być duszami towarzystwa albo i nie, ale jest im dobrze tak jak jest. Często nie szukają miłości dlatego, że uważają, że przeszkadzałaby im ona w realizacji planów "ważniejszych", dlatego ten stan często jest przejściowy, potem stają się oni albo /gdy dalej realizują plany/ nie kochającymi wykorzystywaczami, albo kochającymi, albo co gorsza niezdecydowanymi.

    Ostatnich omawiam niekochających wykorzystywaczy. Zazwyczaj znajduje się w tej grupie: mężczyzn, którzy mieli za sobą jakiś/ jakieś/ dłuższy związek, w którym kochali, ale on się rozpadł, po czym stwierdzili, że kobiety są okropne, a oni chcą tylko seksu, no i stali się namiętnymi podrywaczami, zaliczają kobietę za kobietą, śmieją się głośno i rubasznie, piją dużo, palą papierosa za papierosem, albo co lepsi nie palą obnosząc się z tym i zarywając na to kobiety. Tacy faceci głośno opowiadają sprośne dowcipy, swoje historie miłosne, przygody i jak to wywinęli kolejnego wałka komuś tam. Mają niby przyjaciół, ale nie do końca, niekt nie wie o nich wszystkiego. Nie umiem takich rozgryźć, nie wiem co im tak do końca gra w duszy i na czym sie to ich hulactwo kończy.

    Wśród ludzi niekochających wykorzystujących są też kobiety. Są ich dwa rodzaje. Głównie są wulgarne, ale jedne są głęboko zakompleksione, co kryją za opowieściami "jak to one myślą, że są świetne" i są takie, które rzeczywiście są przekonane o swojej wspaniałości i doskonałości. Zakompleksione wykorzystują chcąc oddać poniekąd innym to co same dostają od świata. Są bezlitosne i głośno się z tego śmieją. Ale czasem się zakochują i wtedy z pełną premedytacją dążą do celu, nie mając żadnych skrupułów typu, że facet ma kobietę, która go kocha i on ją też kocha. One chca go mieć i użyją do osiągnięcia tego celu wszystkich sposobów, a kobiety mają ich wiele. Za to te "idealne" po prostu są głupie. Albo odwrotnie - super inteligentne. Inteligentne owijają sobie faceta wokół palca. Ale nie jednego. One mają wielu facetów wokoło, nie mają skrupułów typu: już spotykam się z nowym i ostro z nim pogrywam, podczas gdy tamten biedak jeszcze o tym nie wie i mnie kocha". O nie. One uwielbiają mieć mężczyzn wokoło. Nie liczą się z ich uczuciami, ale udają jak to bardzo nie chcą krzywdzić. Wmawiają im, że to one są pokrzywdzone przez los i "tych okropnych facetów". A mężczyźni na to idą. Wierzą im, są oczarowani wdziękiem tych kobiet, idą jak owce na rzeź. Je jeszcze bardziej podnieca myśl, że ten facet ma już kobietę, udają wobec tej kobiety przyjaciółkę, a tym czasem dołki pod nią kopią, ale tak, aby nikt nie mógł im nic zarzucić, szczególnie, że sam ten facet ją przeciez obroni, bo już ona mu wtłukła swoimi delikatnymi uśmiechami do główki co trzeba. A te głupie - są głupie i każdy mężczyzna w końcu to dostrzega, zauważa, że to ona sama wmawiała mu, że jest wspaniała, potem czar pryska i papa. Ale ona już ma nowego. Przecież na takie kobiety faceci czekają w kolejkach.  

Takie to mam przemyślenia na dzień dzisiejszy.

Więcej na http://nadziejka.blog.pl  

pozdrawiam

monika

1