Kiedys bedzie tu wiecej wierszy, ale jak na razie nie mam czasu pisac... teraz tylko rozgrzewka:
Elizabeth Browning!!!!!!!!
Inne bardzo ladne wiersze! tu bardzo duzo nowych/15.10.2001!!!!!!!!, bardzo z reszta fajnych, jakbyscie mieli czas to zachecam do poczytania :)
Milosc
Nie widzialam Cie juz od miesiaca
I nic. Jestem moze bledsza
troche spiaca, troche bardziej milczaca
lecz widac mozna zyc bez powietrza
Prosba
Podaruj mi
choc jedna chwile
moze byc szara
jak codziennosc
wystarczy,
ze jest
Jak cie kocham? Poczekaj-wszystko ci wyloze.
Kocham do dna, po brzegi, do samego szczytu przestrzeni,
w ktorej dusza szuka krancow Bytu
i laski idealnej ginac w tym przestworze.
Kocham cie tak przyziemnie jak zejsc tylko moze
glod; przy swieczce i w sloncu, gdy siega zenitu;
Tak smialo i tak czysto, jak ktos zaszczytu
nie pragnac, broni zasad wspartych na honorze.
Kocham cie calym zarem, ktory nioslam w piersi
przez mrok smutkow, dziecinna wiara wbrew niedoli;
miloscia, jaka niegdys tylko swieci
budzili - kocham wszystkim co cieszy i boli
Tchem, lza, usmiechem, zyciem!- a gdy Bog pozwoli
Bede cie nawet mocniej kochala po smierci.
Czasem trzeba usiasc obok i
czyjas dlon zamknac w swojej dloni
wtedy nawel lzy beda
smakowac jak szczescie.
Jest moja ulubiona poetka, napisala bardzo wiele doskonalych wierszy, tu zamieszcze te najdojrzalsze, te ktore mi sie podoba ja zdecydowanie bardziej od innych.
Kolysanka
lapo niedzwiedzia
spij ze mna
do ust przylegaj
zapachem pluszowej sukienki
zeby nie bylo morza ani nocy
upewnij
przy policzku zostan
ciepla
Badz przy mnie blisko
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno
chlod wieje z przestrzeni
kiedy mysle
jaka ona duza
i jaka ja
to mi trzeba
twoich dwoch ramion zamknietych
dwoch promieni wszechswiata
Swiat jest pusty
od kiedy poszedles
nie mozna zyc bez materii usmiechu
swiat umarl
na pozar lamp
blady ksiezyc
ponad twoimi ustami
dogorywa
swiat jest zly
szczerzy zeby
i futro wilcze napina
to co bylo cieplem zwinietym w klebek
nie jest
swiat - kosmicznie zgubiony w sobie
z zimna drzy
z tesknoty pisze sie wiersze
z bolesnej
drazacej spiewny owoc ciala
patrzac na samotne palce
moge wysnuc piec poematow
dotykajac moich napietych ust
szepcze
i slowa - rozkolysane rytmem wielkiej wody
plota sie w wiersze
mokre
bardzo slono plyna poprzez twarz
zgarnij mnie oczyma
bede drzala
kropla na lisciu
w twojej mrocznej brunatnej dloni
tak blisko
ze moge odczuc
egzotyczny zapach twojej szyi
pachniesz
zmielonym lisciem tytoniu
wysokim lisciem palmy
w deszczu lsniacym
wez mnie usmiechem
otworze sie przed toba
jak oblok za ktorym tesknisz
stojac na ciemnej ziemi
tak blisko
ze moge dotknac
twojej brunatnej szyi
wystarczy cie dotknac abys ozyl
moj piekny
ilekroc pisze to dlatego ze tesknie
i przywoluje z dalekiej pamieci
twoje oczy zmruzone i kosmyk
wlosow na piersi - w ktorym latem
mieszkalo slonce
a ja radosna dlonia spedzalam slonce
i cien - pochlanialam ustami
zebys moj byl - do dna
pragne cie
a to jest zmowa czujnych wlokien
a to jest plas
w slepych zaulkach zyl
na uwiezi
trzymam dziesiec otwartych
zeby mi nie wybiegly
naprzeciw twoich brwi
zebys ich nie uniosl w zdziwieniu
nie pojal
pokornie cie kocham
widzisz
nawet lokiec swoj kocham
bo raz byl twoja wlasnoscia
widocznie tak mozna
z najprawdziwszym mieniem
rozstac sie
i nie patrzac wstecz odejsc
widocznie mozna
posrodku chlodnej ziemi
zostac
mój dom jest teraz pelen
zasadzek
lepiej nie przychodz do mojego domu
sa tam moje usta czerwone jak pamiec
i moje rece - zwierzeta o siersci zwinnej
i moje oczy - latarnie na morzu
i krzyk moich oczu - bo czas pochmurny
i tuz przy drzwiach stoja moje nie obute stopy i zebrza
i caly pokój jest chlodny od leku
i ciemny od pragnienia
moglabym pisac wiele jeszcze wiele wiele....
Nie pasuje do ciebie
zadne imie
zaden lisc
noc zadna
tylko ja
/milatko/
ulica bawi sie
rzeczami
ktorych nie chciales
chyba
podaruje jej
serce
/Julia C./
Jesien puka znowu
do drzwi
bezczelna
nie pamieta ze
rok temu
zlamala mi serce
/Karina Wiklik/
czy to zle tak
kochac
mowili
ze milosc uskrzydla
ale
ja wiem juz wiem
nie kazda
czy to zle tak plakac
z milosci
platonicznej niewinnej winnej
to nie jest karalne
jesli znikoma szkodliwosc spoleczna
jak to sie dzieje
czy to zle
on nie kocha juz
dziewczyny
jak rekawiczki
juz sie zniszczylam
/Monika Gladysz/
pozwól mi
patrzec na ciebie
nie otwierajac oczu
dotykac
mowic
nie ruszajac wargami
pozwol marzyc
co jeszcze mi
pozostalo
/Promyczek/
CHWILA
A naj-
piekniejsze jest
to ze
naj-
bardziej zawile
problemy mojej duszy
roz-
wiazujesz jednym
usmiechem...
dla milosci niespelnionej
skladam swe zycie
w skrzydla twych wlosów
w kamien milczacy
co w milczenie wrasta
w plomien goracy twojego oblicza
w usmiech srebrzysty i oczu iskierki
we wszystko to
co w tobie zachwyca
moze nie marzylem o tym
nie snilem nawet
jednak dotykam cie i twe rece
paznokcie sa pomalowane w kolorze skóry
wlosy delikatne jak pajeczyna, a ja sie w niej szamocze
i po cóz sie oklamywac... nie mozemy sie rozstac,
nie jestesmy w stanie czas balamucimy
mamy pretensje do zegarków , ze odmierzaja...
i juz odjezdzasz
machasz mi z tramwaju,
a numer jego jest zamazany
i nie ma go po chwili
potem
[wro'06.04.1991]
czy znacie uczucie czlowieka,
który po calym dniu siada wreszcie w fotelu wygodnym i nic juz
nie ma do roboty???
ja znam...
naczynia pomyte
koszule pior\ sie tam
alimenty zaplacone
telefony wykonane
kawa na stole lurowata stygnie
papierosy kupione
w barku dostatek , itd. itp.
moze sa dwa rodzaje odpoczynku
nie wiem, moze jednak lezac kolo ciebie
i dotykajac twego ucha czuje ulge bezczynnosci
wrazenie jakby odwieczne
zegarek do przodu jednak miarowo tyka skurczybyk...
nigdy nie placilem alimentów droga wyjasnienia moi drodzy, a ty
przytul sie do mnie
i porozmawiajmy
potem...
* * *
Szukamy
czytamy
studiujemy
próbujemy
dosiegnac
Boga
chocby na palcach
chocby w podskoku
chocby musnac
ale co
potem ?
ZASLONA
Zaglebienia mojej
dloni nie-
-cierpliwe oczekuja
na
cieplo
MARE TENEBRARUM
Placz
w poduszke
Niepewnosc
Ciagle rozstania
coraz szybciej
Nerwowo
W pospiechu
Na przekór
Strach
Desperacja
Ból
Oto nasze
Niebo
* * *
Opowiadasz
najglebszych szeptem
tajemnicach
Dzielisz sie
sekretem
pieszczota
Wskazujesz
droge wsród cieni
usmiechem
Drogowskaz
w Twym cieple
do celu
Ty Ja
My
* * *
Spokój i
sen
Cisza
Niezmacona
niczym woda
I tylko gdzies
pod powierzchnia
Zbyt daleko by zlapac
na tyle blisko by poznac
Kraza rzeczy
które
minely
na zawsze
* * *
Cieplo
Twojego oddechu
Twoje oczy
zapach Twojego
ciala
Twoje dlonie
Twój
przyspieszony oddech
Twoje usta
Smak
Twoich piersi
Twój glos
...
Pamiec -
tak
duzo
i tak
niewiele
Tylko mnie
przykryj
szeptem
na koncu dnia
ze kochasz
<Sylwka>
Moja cisze do ciebie wysle
moja cisze, a ty ja chwyc
Bo gdy ksiezyca lsni kula
lepiej jest, mala, w ogole
nie mow nic
Zreszta - ty i tak wiesz.
Po co ci wiersze.
Wszystko bylo: slonce i deszcz
i twoje rece
Jesien. Noc. Papierowe latawce
puszczam z wiatrem.
A ty jestes dymem z papierosa.
Nic poza tym.
<Alice>
Chodza poeci miastem, a noc
jest jak talerz z ciastem.
Taka slodka?
Nie, taka pachnaca.
Jeden rozum postradal,
drugi ma chustke i katar
juz od miesiaca.
Ksiezyc patrzy i blednie
-toz to nie odpowiednie
zeby tak halasowac
A oni sie smieja glosno
i nowe wiersze im rosna
w glowach.
<Alice>
NOC
w suficie tyle gwiazd
ze grzech
zapalke zapalic
<Kaska>
Wiele slow
wypowiedzianych
nagle
bez zastanowienia
tnacych cisze
po co je mowie?
czas milczec
sluchac twego
oddechu
<Pawel>
Odejsc
zawsze zdaze...
Nie spytam
Cie juz o przyszlosc,
opowiesz mi o niej
... kiedys ...
z wlasnej woli.
Szczescie
z Toba?
Wystarczy tylko
na dluzsza chwile zapomniec
o przyszlosci...
Kazdego ranka
oczekuje Twego usmiechu
odbitego w mych oczach
i kiedy juz jestes
nawet tylko na chwile
na nowo potrafie uwierzyc,
ze jestes ze mna, kochasz mnie...
Nie wiem w jaki sposób
zakonczyc dzien bez troski
o jakies tam jutro...
wspólne jutro
Odejsc,
zagubic sie w nicosci...
nie myslec
jaka czeka mnie przyszlosc
bez Ciebie...
Bo przeciez kiedys
zobacze Cie ostatni raz,
pozostawisz pustke
wokól mnie...
Chcialam
sprawdzic...
co jest we mnie nie tak,
ze uciekasz
w coraz inne przestrzenie...
Zrozumienie,
ze wlasnie dazysz ku mnie
ze wszystkich mozliwych kierunków
swoim wlasnym krokiem
przyszlo wraz z mysla,
ze wlasnie zrobilam wszystko
aby Cie utracic...
Teraz wiem,
ze jestes wart kazdej ceny
nawet cudu,
który lezy poza mym zasiegiem,
nawet utraty siebie samej,
nawet...
jestem po to,
by dla Ciebie przekraczac
kolejne bariery
Troszczysz
sie o mnie...
Ja zas...
biegnac wciaz dalej i dalej,
mówiac, ze czas
jest najwazniejsza rzecza
zapomnialam o cierpliwosci,
o powolnym budowaniu
z blasku swiec i spojrzen w oczy,
z lisci na drzewach wokól...
Znacze
dla Ciebie zbyt malo,
bym mogla liczyc
ze dla mnie dodasz choc chwile
chlodu Twego spojrzenia
na mych wargach.
Majac Cie tuz obok
na wyciagniecie reki
nie chcialam zauwazyc
tej niepoprawnosci
w Twym okresleniu nas...
Teraz
wszystko ulega przewartosciowaniu.
Próbowalem
budowac wokól siebie
nowe okreslenia swiata,
by nie bylo w nich miejsca
na brak Ciebie obok...
Próbowalem zwiazac nas
nakladem czasu i energii...
Gdy pomimo to
a moze wlasnie dlatego
wykorzystujesz kazda szczeline
w mym systemie obronnym
by uciec, uwolnic sie ode mnie
nie potrafie juz dostrzec powodu,
by sila woli i tesknoty
podtrzymywac atrape nas...
kiedy wachlarz przyszlosci
otwiera wciaz nowe drogi
w tak bardzo róznych kierunkach
decyzje ostateczna
pozostawie Tobie
kiedys, gdzies...
Zimie
...
Pustka wokól,
która wciaz inaczej okreslam.
Zmienne ksztaltem
poczucie braku Ciebie.
By przejsc droge
okreslona brakiem swiatla
ku kolejnym jasnym punktom
czasu i przestrzeni
zamykam nazwe Zima
w obszarze abstrakcji.
Opowiadasz o idealach
uwiezionych w zewnetrznej sieci zawisci,
nieznanych mi punktach swiatla.
Wylacznie zewnetrzne uplywy
okreslaja stopien jaskrawosci.
Ten mroczny obszar czasu
pozostawia mi mozliwosc
postrzegania Cie
jako otoczki plomienia
bym dalej snil.
Kiedy inne slonce
przesloni pole widzenia
zatesknie w potokach zaru
ku Tobie Zimo.
"zapomnij
o mnie",
i zrobisz to
by zimie oddac przyszlosc.
Wciaz cieple gruzy samotni
podwójny punkt odniesienia
w walce z zimowym chlodem
I kiedy odcienie szarosci
mokrego sniegu, mgly
zaleja gasnacy dzien...
barwy jesieni,
Twoje barwy
pamietac bede przez zdjecia
we wciaz jaskrawszych kolorach.
I
kiedy nie mówisz mi nawet
ze kochasz...
kiedy nie mam pewnosci
zadnej z nastepnych chwil z Toba
gubie swe mysli
gdzies posród mgiel jesieni
wazac wciaz w reku samotnosc
i zwiazek nasz
- pustke po Tobie,
jakies widoki z oddali.
Kiedy
przywykne do faktu
ze ciagle brakuje Cie obok,
kiedy zgasnie
plomien szalenstwa w oczach
- zaczniesz myslec,
ze zrozumialam Twe slowa.
Ja zas tylko
zaslona z mgly
poglebie pustke spojrzen
zamaskuje nieprzystawalnosc
do Twego obrazu swiata.
Chcialabym
tak po prostu byc z Toba,
odrzucic gdzies na bok
wszelkie rozpraszajace Cie troski
odgrodzic grubym murem
od calej reszty swiata
zmieniajacej
Twe proporcje czasu,
kierunki dzialania.
Chcialabym nauczyc Cie
radosci chwil
bycia tylko ze soba,
tylko...
Ty tego nie pragniesz
Jestem
po to,
by posród tanczacych lisci
wypatrywac Ciebie...
Chwytam promienie slonca
posród sieci
z galezi drzew
biegam posród brazu,
zieleni, purpury,
wciaz mieszajac odpowiedzi
czy chcialabym odnalezc Cie
posród otaczajacych dworzan.
Jakze
bronic sie
przed myslami o Tobie,
gdy jutro ...
znów zatone w Twych oczach...
Jakze moge
wszystkie te mysli
okrywajace dusze plomieniem
pogodzic z prawda
nalezaca
do dwustanowego swiata.
Ja
Nie zemszcze sie,
postawa ducha. -
Ja z prostych. -
Nikt nie zauwazy.
Wspomnien - brak
Ot zawadzal ,
kopnieto -
mialem pasc
na wznak.
I
bedziesz mnie kochac
tak
oczywiscie
zadziwiajace by bylo
doprawdy
cóz uroda
normalnie
figura i tym podobne
ale zeby
tak
Amor to dzieciak i tyle
nie lubi spóznionych wrazen
w istocie
trudno obejsc sie smakiem
Lek
Powiem zatem tylko
"Stan sie"
A najtrudniejszy
zawsze jest poczatek,
zmusic rece,
by wolno gladzily skóre,
zmusic slowa
by wlewaly spokój
w Twe szare oczy
roziskrzone buntem
przeciw nieuniknionemu
Tule
Cie
czujesz na karku
pióra mych skrzydel.
Dlaczego wciaz uciekasz
w swój lek.
Przeciez...
Przeciez wiesz.
Jak platek sniegu
wesolo tanczacy za oknem
w ksiezyca poswiacie
muskam szybe
zza której na mnie patrzysz,
gdyby zas jej nie bylo...
Ha ! Stopilby mnie zar.
Sen
Moich oczu dotknales ustami,
Az snu mi wtenczas zabraklo
I burza z piorunami
Wdarla sie nagle w okno
I zegar stanal - chociaz
Na pewno byl nakrecony
Wskazywal czwarta czterdziesci
W katach, szalaly demony.
Niczego bardziej wtedy
Nad ukojenie nie chcialam,
Po drugiej stronie poduszki
Snu zgubionego szukalam...
Myslalam, ze zatanczysz
Ze mna jeszcze tej nocy...
Ale noc sie skonczyla
I
Swit mnie wstydliwie zaskoczyl
Milosc
kiedy zasypiasz na moich kolanach
glaszcze twoje skronie
patrze jak wdychasz
zapach moich zielonych spodni
spisz
cicho twoje moje mysli poukladam
na nastepny dzien
dlonie usta i rozmowy
lacza sie
przez sen
nic nie mówisz
i nie zegnasz sie dzis jeszcze
ale wiem ze jutro
z kalendarza dzien wycierac bede
spijac mysli
co podziela raz kolejny
gdy sie zbudzisz
spojrzysz na mnie
tam gdzies stoje w tle
naszych marzen
Nazwalam
Cie kiedys
przeznaczeniem...
ale nic nie jest takie
jak nadawany przez mysli ksztalt,
wciaz moge Cie tak nazywac.
Bo przeciez jestes mym przeznaczeniem
zabarwionym nuta smutku.
Pogodze
sie
z wykladniczo opadajaca
krzywa Twego uczucia...
Z kurzem nowych wspomnien
okrywajacym nasze wspólne...
Z brakiem Ciebie tuz obok
z niemozliwoscia zmniejszenia
rzedu odleglosci...
Bedzie musialo mi wystarczyc
ognisko rozniecone niedbale
z zagwi
w gniewie wyszarpnietych z serca
posród nocy bezgwiezdnej,
równiny bezkresnej.
Z tezejacym powoli w kamien
usmiechem mego oblicza.
W koncu w jakimze celu
przechodzacy obok wedrowiec
mialby sparzyc rece
zarem wewnetrznym kamienia