I runda Pucharu UEFA w sezonie 1999/2000 - mecz 2 z 2
Data | Godz. | Gospodarze | Wynik końcowy | Goście |
30 IX 1999 |
18.00 | WIDZEW ŁÓDŹ | 2:0 | SKONTO RYGA |
Legia Warszawa 2-0 Anorthosis Famagusta (Cypr) -
awans Legii
Broendby Kopenhaga (Dania) 4-3 Amica Wronki - awans Amiki
IFK Goeteborg (Szwecja) 0-0 Lech Poznań - awans IFK
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
Gole | Min. | Strzelcy | Drużyna | Asysta |
1:0 | 1' | Wichniarek | Widzew | Terlecki |
2:0 | 43'g | Gęsior | Widzew | Kiełbowicz |
Kartki
Dla Gospodarzy | Dla Gości |
Stolarczyk (2) | Stepanovs |
Menteszaszvili |
Widzów | 4 500 | |||||||||
Sędzia | Kristin Jakobsson (Irlandia) | |||||||||
Doping | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Skład Widzewa: Matuszek - Bogusz, Łapiński, Stolarczyk - Szymkowiak (70' Pawlak), Michalski, Gęsior, Terelcki, Kiełbowicz - Citko (88' Kaczmarczyk), Wichniarek (88' Gula)
Skład przeciwnika: Kolinko - Laizans (72' Babiczevs), Setpanovs (45' Menteszaszvili, 81' Kolesniczenko), Siłagadze - Bleidelis, Zemlinskis, Rehiaszvili, Błagonadendżis, Rubins - Czaładze, Astafjevs
PIŁKARZ MECZU: Artur Wichniarek (2)
Widzew gra dalej!
Po 13 latach piłkarze Widzewa znów awansowali do II rundy Pucharu UEFA. Po raz ostatni łodzianie zaszli tak daleko w 1986r., kiedy zostali wyeliminowani przez Bayer Uerdingen.
Już pierwsza akcja zakończyła się golem. Terlecki odebrał rywalom piłkę, ograł Rubinsa i wypuścił Wichniarka. Łódzki napastnik przebiegł obok bezradnego Stepanovsa i strzałem w długi róg pokonał Kolinkę.
Wkrótce Terlecki rozegrał piłkę z Citką i Kiełbowiczem, ten ostatni podał do Wichniarka, którego przewrócił w polu karnym Siłagadze. Sędzia nie odgwizdał jednak jedenastki. W 10 min. Łotysze też mogli mówić o szczęściu. Wichniarek dograł do Gęsiora, który strzelił z powietrza. Gdyby nie plecy Zemlinskisa, piłka wylądowałaby w siatce.
Po kwadransie niespodziewanie coraz groźniejsi byli piłkarze Skonto. Astafjevs często niepokoił obrońców i niepewnego bramkarza łodzian. Po jednym z jego błędów Astafjevs podał Rubinsowi, ale Matuszek wybił piłkę nogą. W 21 i 23 min. Matuszek znów wykazał się brakiem zdecydowania. Na szczęście najpierw Bleidelis, a później Blagonadenżdins nie doprowadzili do wyrównania. Łodzianie zupełnie oddali gościom inicjatywę. W 29 min. Astafjevs stanął przed niepowtarzalną szansą. Rubins dokładnie zagrał w pole karne, ale napastnik Skonto kopnął prosto w Matuszka.
Równie dobry jak początek, widzewiacy mieli końcówkę pierwszej połowy. Gola na 2:0 poprzedził silny strzał Wichniarka obok bramki. Za chwilę był rzut rożny. Kiełbowicz dośrodkował, a piłka spadła na głowę Gęsiora, który stał tuż za bramkarzem. Kolinko zawahał się, a na dodatek skutecznie blokował go Citko.
Gra w drugiej połowie była dużym zaskoczeniem. O ile na początku przyjezdni byli bardzo groźni, to po zmianie stron w polu karnym łodzian gościli rzadko. Jedynym zagrożeniem były strzały z dystansu, z którymi jednak Matuszek radził sobie bez problemów. Widzew zagrał zacznie lepiej, ale nieskutecznie.
Na podopiecznych Oresta Lenczyka ciążyła wielka presja, bo strata gola oznaczała pożegnanie się z pucharami. Wprowadziło to trochę nerwowości. Nie byłoby horroru w końcówce, gdyby gospodarze wykorzystali choćby jedną ze znakomitych okazji. Serię marnowania rozpoczął w 53 min. Wichniarek, a po kontrach w ostatnich minutach szanse zmarnowali: Michalski, Gula i Pawlak (ich strzały obronił Kolinko).
Po ostatnim gwizdku sędziego, który przedłużył spotkanie o trzy minuty, na stadionie zapanowała euforia. Pogodzeni z kibicami widzewiacy długo dziękowali za doping.
Gazeta Wyborcza
Po meczu powiedzieli: Orest Lenczyk, trener Widzewa: Puchary to piękna impreza, pod warunkiem, że się przechodzi do następnej rundy. Po losowaniu długo zastanawiałem sie, skąd to Skonto. Teraz bardzo długo będę pamiętał, że Ryga ma bardzo silną drużynę. Wielu zawodników w mojej drużynie zagrało bardzo solidnie, z Łapińskim na czele. Jemu właśnie chciałem szczególnie podziękować za to, że mimo dolegliwości dotrwał do końca. Każdy, kto obejrzy na spokojnie ten mecz, zobaczy ile było sytuacji. Kto wie, czy to nie było szczęśliwe zwycięstwo? Długo nie zmieniałem Citki, bo wcześniej niedyspozycję zgłaszał Łapiński. A to, że ktoś grał słabiej, nie znaczy, że za chwilę nie może przeprowadzić ładnej akcji, a inny nie padnie z powodu kontuzji. Zmianami można dużo spieprzyć, oczywiście w cudzysłowie. Najważniejsze, że skończyło się szczęśliwie. Sprawa, kogo wylosujemy, jest na drugim miejscu. Ważniejsza jest forma zawodników. Dariusz Gęsior: Gola dedykuję ojcu, który leży w szpitalu. W pierwszej połowie, po szybkim strzeleniu bramki, staraliśmy się grać z kontry. Udało sie drugi raz trafić do siatki i to Skonto musiało atakować. Po przerwie nastawiliśmy się na defensywę i mieliśmy znacznie więcej sytuacji od przeciwników. Uważam, że nasza forma idzie do góry. Radosław Michalski: Szkoda, że nie strzeliliśmy trzeciego gola, bo znów była nerwówka. Ale do tego nasi kibice są przyzwyczajeni. |