1/8 finału Pucharu Ligi sezonu 1999/2000 - mecz 1 z 2
Data | Godz. | Gospodarze | Wynik końcowy | Goście |
2 IX 1999 |
18.00 | WIDZEW ŁÓDŹ | 0:0 | ODRA WODZISŁAW |
Inne wyniki 1/8 finału Pucharu Ligi (mecz 1 z 2):
Ruch Chorzów 0-0 Legia Daewoo
Stomil Olsztyn 2-3 Polonia Warszawa
ŁKS Ptak 3-0 Amica Wronki
Petro Płock 4-2 Zagłębie Lubin
Groclin Dyskobolia 1-3 Górnik Zabrze
Pogoń Szczecin 3-2 Lech Poznań
Wisła Kraków 2-0 Ruch Radzionków
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
Gole | Min. | Strzelcy | Drużyna | Asysta |
brak goli |
Kartki
Dla Gospodarzy | Dla Gości |
Sowisz |
Widzów | 1 500 (pojemność
ograniczona z powodu remontu stadionu) |
Sędzia | Mirosław Milewski (Radom) |
Doping | brak danych |
Skład Widzewa: Matuszek - Pawlak, Hinc, Bogusz - Szymkowiak, Dudek, Gęsior (46' Świętosławski), Kaczmarczyk (46' Czajkowski), Kiełbowicz - Citko, Zając
Skład przeciwnika: Tomala - Matyja, Jegor, Staniek (68' Sowisz) - Sibik, Adamczyk, Malinowski, Kolisz, Śmigielski - Małocha (63' Bałuszyński), Kucz (89' Kampka)
PIŁKARZ MECZU: BRAK
Zera na Widzewie
Oba zespoły potraktowały Puchar Ligi ulgowo. Widzewiacy, którzy w przerwie w lidze muszą nadrobić zaległości treningowe, jeszcze rano mieli zajęcia. To będzie eksperyment - tłumaczył Andrzej Pawelec, prezes łódzkiego klubu. Goście zaś sprawiali wrażenie, że najlepszym wynikiem będzie dla nich bezbramkowy remis. Tak więc nieliczni widzowie nudzili się bardzo, a na stadionie najczęściej słychać było śmiech.
Gospodarze rozpoczęli bardzo pechowo, bo już w czasie rozgrzewki kontuzji doznał Gula, którego musiał zastąpić Kiełbowicz. Brakowało też czwórki kadrowiczów, oraz kontuzjowanego Stolarczyka, który występy swoich kolegów oglądał z trybun, podobnie jak Woźniak, narzekający na uraz kostki.
Trener Orest Lenczyk funkcję ostatniego stopera powierzył Hincowi, a cały mecz był na boisjku rekonwalescent Szymkowiak. W pierwszej połowie obie drużyny przeprowadziły cztery w miarę składne akcje. Najlepsze szanse mieli Kiełbowicz i Gęsior, ale obaj źle trafiali w piłkę. Wodzisławianie starali się zaskoczyć Matuszka strzałami z daleka, kopali jednak bardzo niecelnie. Piłka krążyła najczęściej w okolicach środka boiska, a podania widzewiaków do tyłu irytowały kibiców. Kilka błędów popełnił też Hinc, na szczęście przyjezdni nie potrafili ich wykorzystać.
W przerwie szkoleniowiec Widzewa dokonał dwóch zmian i spotkanie stało się ciekawsze. Gdyby Zając zachował więcej zimnej krwi, sam mógłby zapewnić swojej drużynie awans do drugiej rundy. Pierwszą wyborną okazję zmarnował w 47 min., kiedy po indywidualnej akcji minął Jegora i znalazł się sam na sam z bramkarzem. Kopnął jednak prosto w niego.
Kilka minut później Zając strzalał z ostrego kąta, ale niecelnie, a w 73 min. po dośrodkowaniu Citki został przewrócony przez obrońców. Arbiter nie zdecydował się jednak podyktować rzutu karnego. W końcówce Zając miał następną szansę, tym razem jednak przewrócił się na śliskim boisku.
Sam na sam z Tomalą był też Świętosławski, lecz zamiast podawać lepiej ustawionym kolegom, zdecydował się na strzał prosto w bramkarza. W 71 min. Czajkowski znakomicie zagrał do Szymkowiaka, który jednak poślizgnął się w momencie przyjmowania piłki.
Goście mieli kłopoty z przejściem środkowej linii, a najgroźniejszą okazję stworzyli w 63 min., kiedy z rogu pola karnego kopnął Sibik. Matuszek nie dał się jednak zaskoczyć.
Gazeta Wyborcza