III runda kwalifikacyjna do Ligi Mistrzów - mecz 2 z 2

Data Godz. Gospodarze Wynik końcowy Goście
25 VIII
1999
18.00 WIDZEW ŁÓDŹ 0:2 AC FIORENTINA

Statystyka meczu

Zdobywcy bramek

Gole Min. Strzelcy Drużyna Asysta
0:1 41' Chiesa Fiorentina  
0:2 68'g Cois Fiorentina  

Kartki

Dla Gospodarzy Dla Gości
Kiełbowicz (2) Cois
  Padalino
Widzów 6 500 (pojemność
ograniczona z powodu
remontu stadionu)
Sędzia Alain Sars (Francja)
Doping 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Skład Widzewa: Matuszek - Pawlak, Terlecki, Bogusz - Gula (63' Szymkowiak), Gęsior (78' Dudek), Michalski, Kaczmarczyk, Kiełbowicz - Citko, Wichniarek (76' Zając)

Skład przeciwnika: Toldo - Repka, Padalino (85' Fricano), Pierini - Di Livio, Cois (71' Okon), Rui Costa, Heinrich - Chiesa (74' Balbo), Mijatović

PIŁKARZ MECZU: Maciej Terlecki (1) - waleczny i ambitny. Szkoda, że większość pozostałych graczy Widzewa nie brała z niego przykładu w tym meczu...

Rozwiane złudzenia

Widzew, w porównaniu do pierwszego meczu z Fiorentiną, spisał się słabiutko. We Florencji łodzianie napędzili Włochom strachu, dorównywali im szybkością, a i potrafili wypracować sobie kilka dogodnych sytuacji do zdobycia bramek. Z tamtego pojedynku, mimo porażki, wyszli z twarzą, chociaż w nie przemyślany sposób stracili trzecią bramkę w końcowym fragmencie spotkania.

Wczoraj to nie był ten sam Widzew, ani ta sama Fiorentina. Włosi, co tłumaczył we Florencji trener Giovanni Trapattoni, byli wtedy przygotowani do rozgrywek na 60 proc. W spotkaniu rewanżowym ich stopień wytrenowania był już znacznie wyższy, czego nie da się powiedzieć o piłkarzach Widzewa. Byli słabi, na tle rywala, we wszystkich elementach futbolowego rzemiosła. To była różnica co najmniej jednej klasy.

Goście, którzy mieli w zapasie dwie bramki różnicy, pilnowali przede wszystkim wywalczonej uprzednio przewagi: grali bardzo uważnie w obronie, ale kiedy tylko nadarzała się okazja, składnymi akcjami nękali przedpole łodzian.  W 41 min., po błędzie Radosława Michalskiego i łódzkich obrońców piłkę wyłuskał Pedrag Mijatović i dokładnie podał ją do wychodzącego na czystą pozycję Enrico Chiesy. Z interwencją spóźnił się Marek Matuszek i napastnik włoski nie miał najmniejszych problemów z uzyskaniem prowadzenia dla swej drużyny. Była to czwarta bramka Chiesy zdobyta na widzewskim stadionie. Trzy pierwsze zaaplikował łodzianom, kiedy grał jeszcze w Parmie.

Gra do przerwy była w zasadzie senna, ponieważ akcje przeprowadzane były w zwolnionym tempie, a pod obu bramkami rzadko dochodziło do ostrych, emocjonujących spięć. W 16 min. zadrżały serca kibiców Widzewa, kiedy po dośrodkowaniu Angelo Di Livio Enrico Chiesa posłał piłkę głową tuż obok słupka łódzkiej bramki. W 18 min. oklaski zebrał Marek Citko za strzał "przewrotką", ale bez oczekwianego efektu. Pierwszy celny, ale zarazem słaby strzał na bramkę Widzewa oddali Włosi w 23 min. (Pedrag Mijatović). W 33 min. bliski szczęścia był Tomasz Kiełbowicz, który "wrzucił" w pole bramkowe piłkę obrócony tyłem do bramki przeciwnika i Francesco Toldo miał sporo kłopotów z wybronieniem na rzut rożny piłki zmierzającej pod poprzeczkę.

Dośrodkowanie z rogu narobiło zmieszania na polu karnym Fiorentiny, ale w miarę dogodna sytuacja nie została przez gospodarzy wykorzystana. Szansę na doprowadzenie do remisu miał Rafał Pawlak, ale piłka, po uderzeniu głową, minęła słupek bramki.

W początkowej fazie drugiej odsłony przebieg gry był podobny do pierwszej, nie licząc strzału Mijatovica w 55 min. z rzutu wolnego, kiedy to piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. Łodzianie starali się atakować rywala, ale czynili to bardzo nieporadnie. Ich akcje ofensywne przeprowadzane były zbyt wolno, a tym samym przejrzyście. Ułatwiało to Włochom skuteczne działania obronne, który po każdej stracie piłki przez łodzian przechodzili do szybko wyprowadzanych kontrataków. Jeden z nich w 68 min. zakończył się drugą bramką dla Fiorentiny. Enrico Chiesa dokładnie obsłużył Sandro Coisa, a ten pewnie podwyższył głową na 2:0.

W tym momencie prysły wszelkie złudzenia widzewiaków na awans do Ligi Mistrzów. Wprawdzie łodzianie, co trzeba zapisać na ich plus, starali się zdobyć chociaż honorowego gola, ale nie mieli odpowiedniej siły przebicia. Kolegów z ataku i drugiej linii starał się dwukrotnie wyręczyć Maciej Terlecki (wystąpił na środku obrony), który śmiało szarżował na bramkę Włochów. I w 88 min. był bliski osiągnięcia celu. Uderzoną przez niego piłkę golkipier Fiorentiny z wielkim trudem wybił na róg.

Pocieszające w Widzewie było tylko to, że Marek Citko spisywał się lepiej niż we wszystkich poprzednich meczach tego sezony, a i Mirosław Szymkowiak, po długiej przerwie, dał się poznać z dobrej strony. Ale najlepiej w Widzewie zagrał tym razem Maciej Terlecki, który zastąpił Tomasza Łapińskiego. W zespole łódzkim zabrakło również Macieja Stolarczyka i Sławomira Olszewskiego, ale ich obecność i tak nie odmieniłaby losów konfrontacji z Fiorentiną.

Express Ilustrowany

Po meczu powiedzieli:

Grzegorz Lato, trener Widzewa: Trzeba docenić klasę przeciwnika. Pierwszą bramkę stracliśmy po kardynalnym błędzie Michalskiego i obrońców. Zazdroszczę trenerowi Trapattoniemu, że pracuje z tak doskonałym zespołem. Prowadzenie takiej drużyny to wielka przyjemność. Nasi piłkarze dali z siebie wszystko na co ich aktualnie stać. Można się cieszyć z coraz lepszej gry Marka Citki, a i powrót do drużyny Mirosława Szymkowiaka okazał się udany.

Artur Wichniarek: Fiorentina mając w zanadrzu zaliczkę z własnego boiska nie zapędzała sie do przodu, grała uważnie w obronie i trudno było przy ich taktyce kontrować. Wbrew opinii, które słyszałem, uważam, że defensywa włoska jest bardzo dobra. Świadczy o tym ich czołowe miejsce w lidze włoskiej. Jesteśmy jeszcze za słabi, aby pokonać taką drużynę.

Mirosław Szymkowiak: Przed wyjściem ba boisko bałem się jedynie o nogę, czy moje kolano wytrzyma obciążenie meczowe i to z tak trudnym rywalem. Cieszę się, że przezwyciężyłem strach. Myślę, że będę grał coraz dłużej i powoli wracał do wysokiej formy. Za dwa tygodnie w kolejnym pucharowym meczu powinienem zagrać lepiej i znacznie dłużej niż dzisiaj. Raczej nie chcielibyśmy wpaść w Pucharze UEFA znów na Włochów czy Hiszpanów, bo gra się z nimi bardzo ciężko.

Maciej Terlecki: W tym właśnie tkwi różnica między takimi zespołami jak Widzew i Fiorentina, że my byliśmy dłużej przy piłce, w polu nasza gra wyglądała nie najgorzej, ale nie potrafiliśmy strzelić bramki. Włosi wykorzystali dwie okazje, a przed meczem to my chcieliśmy przecież strzelić dwa gole, bylibyśmy zadowoleni, gdyby udało się nam chociaż raz pokonać bramkarza Fiorentiny. Niestety, robiliśmy dużo szumu, ale nic z tego nie wynikało.


Strona główna

1