6. kolejka I ligi sezonu 1999/2000
Data | Godz. | Gospodarze | Wynik końcowy | Goście |
21 VIII 1999 |
16.00 | ZAGŁĘBIE LUBIN |
1:0 | WIDZEW ŁÓDŹ |
Wisła Kraków 1-1 Pogoń Szczecin
Legia Warszawa 1-1 Odra Wodzisław
ŁKS Ptak 1-0 Groclin Dyskobolia
Amica Wronki 2-1 Petro Płock
Lech Poznań 1-3 Polonia Warszawa
Ruch Chorzów 3-0 Stomil Olsztyn
Górnik Zabrze 5-0 Ruch Radzionków
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
Gole | Min. | Strzelcy | Drużyna | Asysta |
1:0 | 33' | Jasiński | Zagłębie |
Kartki
Dla Gospodarzy | Dla Gości |
Cecot |
Widzów | 4 000 (wyjazd - 50 widzewiaków) |
|||||||||
Sędzia | Marcin Borski (Warszawa) | |||||||||
Doping | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Skład Widzewa: Olszewski (46' Matuszek) - Bogusz, Terlecki, Stolarczyk - Gula (63' Zając), Pawlak, Gęsior, Kaczmarczyk, Kiełbowicz - Citko (74' Dudek), Wichniarek
Skład przeciwnika: Mioduszewski - Cecot, Żuraw, Adamski, Przerywacz - Kowalski (71' Majka), Krzyżanowski, Manuszewski, Jasiński (65' Nuckowski) - Molongo, Grzybowski
PIŁKARZ MECZU: BRAK
Zapomnieli jak się wygrywa?
Bez Tomasza Łapińskiego i Radosława Michalskiego przyjechali do Lubina piłkarze Widzewa. Nie podpisał jeszcze kontraktu z łódzkim klubem Mirosław Szymkowiak, który jak stwierdził trener Grzegorz Lato, jest już gotowy do gry. Z kolei w składzie Zagłębia nie mogli wystąpić z powodu kontuzji Klimek, Lizak, Górski, Piotrowski, Szczypkowski i Bubnowicz.
Od pierwszych minut spotkania większą ambicję i determinację w grze prezentowali gospodarze. Oni też groźniej atakowali i często zagrażali bramce Sławomira Olszewskiego. W 15 min. po rzucie rożnym groźnie strzelał Cecot. Dziewięć minut później po strzale Molongo piłka przeleciała nad poprzeczką i spadła na siatkę łódzkiej bramki.
W 33 min. do bezpańskiej piłki, znajdującej się w polu karnym Widzewa dobiegł Żuraw i mocnym strzałem próbował zaskoczyć łódzkiego bramkarza. Olszewski nie dał się zaskoczyć, odbił piłkę, ale ta znów trafiła do graczy Zagłębia, a konkretnie do Manuszewskiego. Nastąpiło dośrodkowanie po ziemi do Jasińskiego, stojącego bez opieki w polu karnym, a lubiński pomocnik strzałem pod poprzeczkę umieścił piłkę w siatce bramki Widzewa.
Na groźne akcje łódzkich zawodników musieliśmy czekać do ostatnich minut pierwszej połowy. W 42 min. po rzucie rożnym piłka po strzale głową Rafała Pawlaka przeleciała tuż nad poprzeczką. Trzy minuty później grający na pozycji ostatniego obrońcy Maciej Terlecki znakomicie podał do wybiegającego na wole pole na prawym skrzydle Dariusza Gęsiora, ten dokładnie zacentrował na głowę Artura Wichniarka, ale piłki, po odbiciu jej przez Matuszewskiego, trafiła w poprzeczkę. Była to właściwie jedyna okazja Widzewa do zdobycia gola.
Po zmianie stron łodzianie niemal cały czas atakowali, ale robili to bardzo nieudolnie. Brakowało im koncepcji rozbicia zmasowanej obrony gospodarzy. Wszystkie akcje podopiecznych Grzegorza Laty przeprowadzane środkiem boiska skazane były na niepowodzenie. Piłkarze Zagłębia skutecznie zatrzymywali widzewiaków i inicjowali groźne kontrataki. Po jednym z nich potężną "bombą" popisał się Grzybowski, ale piłka trafiła w poprzeczkę. Trochę wcześniej strzał z bliska Nuckowskiego przytomnie zablokował Daniel Bogusz.
W Lubinie drużyna Widzewa zagrała kolejny słaby mecz. Łódzcy piłkarze początkowo chcieli wygrać na stojąco, a gdy wzięli się do roboty i chcieli odrobić stratę jednej bramki, zabrakło sposobu i pomysłu na minięcie lubińskiej defensywy. W grze Widzewa nie widać zupełnie koncepcji trenerskich Grzegorza Laty. Jego piłkarze coraz rzadziej zagrażają bramce rywali, zatracili waleczność. Ich postawa rozczarowuje wszystkich sympatyków piłki nożnej, nie tylko wiernych fanów Widzewa, ale też tych, którzy przychodzą na stadion zwabieni, trwonioną obecnie sławą łódzkiej drużyny.
Express Ilustrowany
Po meczu powiedzieli: Grzegorz Lato, trener Widzewa: Przegraliśmy kolejny mecz 0:1 i to w spotkaniu w którym byliśmy częściej przy piłce i prowadziliśmy grę. W sytuacjach gdy wychodziliśmy do ataku, szukaliśmy jakichś cudownych rozwiązań, zamiast stosować proste, dokładne podania. Stracona bramka również obciąża konto naszych zawodników, którzy stracili piłkę w prosty sposób. Zespół Zagłębia, jak każda inna drużyna naszej ligi, mocno się na Widzew skoncentrował, walczył ambitnie, skutecznie i wygrał. Widzew to doświadczony zespół, który w pewnym momencie się obudzi. Jednak zawodnicy, którzy myślą, że są już sławami, powinni pomyśleć, że w każdym meczu ich zadaniem jest udowadniać swoją klasę. Z taką grą i zaangażowaniem jak dzisiaj nasze mecze będą wyglądały podobnie do spotkania z Zagłębiem. Niestety, to nie pierwszy taki występ graczy Widzewa, w którym nie widać ich słynnego widzewskiego charakteru. Daniel Bogusz: Nie może być mowy o żadnym gwiazdorstwie z naszej strony i lekceważeniu przeciwników. Jednak gdybyśmy zagrali od początku z takim zaangażowaniem jak w drugiej połowie, to myślę, że moglibyśmy wygrać dzisiejszy mecz. Z siłami jest coraz lepiej, ale niestety nie stwarzamy sytuacji bramkowych i w tej chwili jest to nasza największa bolączka. Myślę, że w końcu się przełamiemy i po jednym zwycięskim meczu złapiemy wiatr w żagle. Rafał Kaczmarczyk: Nie ma mowy o odpuszczaniu meczów ze słabszymi rywalami, bo przecież uciekają nam tym samym premie za punkty. Jestem jednak optymistą, wierzę, że wreszcie zaskoczymy i nie będziemy mieć problemów z wywalczeniem miejsca w europejskich pucharach. Sławomir Gula: To nie jest śmieszne, bo wkrótce będziemy myśleć o utrzymaniu w I lidze, a nie o pucharach... |