2. kolejka I ligi sezonu 1999/2000

Data Godz. Gospodarze Wynik końcowy Goście
24 VII
1999
16.30 RUCH CHORZÓW 4:1 WIDZEW ŁÓDŹ

Górnik Zabrze 2-2 Legia Warszawa
Wisła Kraków 3-1 Petro Płock
Lech Poznań 1-1 Pogoń Szczecin
Zagłębie Lubin 2-2 Amica Wronki
Stomil Olsztyn 5-2 Groclin Dyskobolia

Statystyka meczu

Zdobywcy bramek

Gole Min. Strzelcy Drużyna Asysta
1:0 5' Bizacki Ruch  
1:1 7'g Gęsior Widzew Kiełbowicz
2:1 24' Włodarczyk Ruch  
3:1 56' Włodarczyk Ruch  
4:1 76' Bizacki Ruch  

Kartki

Dla Gospodarzy Dla Gości
Surma Terlecki (1)
Mizia Stolarczyk (2)
Widzów 4 000
(mecz wyjazdowy)
Sędzia Stanisław Żyjewski (Leszno)
Doping 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Skład Widzewa: Olszewski - Pawlak, Łapiński, Stolarczyk - Zając (62' Gula), Michalski, Gęsior, Terelcki (46' Hinc), Kiełbowicz (85' Masłowski) - Wichniarek, Citko

Skład przeciwnika: Wierzchowski - Baszczyński, Masternak, Wleciałowski - Kwieciński (84' Lorens), Jamróz, Surma (78' Szwed), Dżikija, Mizia (74' Molek) - Włodarczyk, Bizacki

PIŁKARZ MECZU: BRAK

Klęska przed Ligą Mistrzów

Piłkarze Ruchu schodzili do szatni w przerwie meczu z Widzewem żegnani gromkimi brawami swych sympatyków, zaś po jego zakończeniu zebrali długą owację na stojąco. W pełni na takie uznanie zasłużyli. Pokonali, i to w dobrym stylu, nie byle kogo, bo wicemistrza kraju, mającego aspiracje grać w Lidze Mistrzów, dysponującego zdecydowanie lepszym potencjałem zawodniczym.

Widzewiacy zagrali w tym spotkaniu kompromitująco słabo, jeszcze gorzej, aniżeli w drugiej części pojedynku z warszawską Polonią. Ustępowali gospodarzom przede wszystkim szybkością, zwrotnością i bojowością. Jak szydło z worka wyszło na jaw kiepskie przygotowanie do sezonu łódzkiej drużyny. Czy za ten stan rzeczy winę ponosi tylko trener Marek Dziuba? Na to pytanie należy odpowiedzieć pytaniem: A ilu piłkarzy podstawowego składu uczestniczyło w procesie szkoleniowym poprzedzającym rozpoczęcie rozgrywek ligowych? Można ich wyliczyć na palcach jednej ręki. Pozostali, z różnych powodów, byli w tym czasie nieobecni.

Już w 5 min., po stracie piłki przez Dariusza Gęsiora przed polem karnym, przejął ją Krzysztof Bizacki, który następnie nie miał najmniejszych problemów z wypracowaniem sobie dogodnej pozycji strzeleckiej. I pewnie ją wykorzystał. Ale riposta łodzian na tę stratę była prawie natychmiastowa. W 2 minuty później Dariusz Gęsior zrehabilitował się za popełniony błąd pewnie kierując piłkę głową do bramki Ruchu po dokładnym dośrodkowaniu Tomasza Kiełbowicza. W tym momencie nic nie zapowiadało późniejszego dramatu gości.

W 15 min. mogło, a nawet powinno być 2:1 dla Widzewa. Tomasz Łapiński niczym burza ruszył z piłką do przodu. Na przedpolu chorzowian rozegrał ją bardzo dobrze z Markiem Citko i doszedł do czystej pozycji strzeleckiej. Niestety, kapitan łódzkiej drużyny przegrał pojedynek jeden na jeden z Jakubem Wierzchowskim. I to było w zasadzie wszystko, na co zdobyli się piłkarze Widzewa w pierwszej części pojedynku.

Potem zdecydowaną przewagę osiągnęli gospodarze, którzy hasali sobie bezkarnie w środkowej strefie boiska i wykorzystując błędy rywali w grze obronnej raz po raz przedostawali się w pobliże bramki Sławomira Olszewskiego. Okazje do podwyższenia wyniku w tym okresie zaprzepaścili: w 17 min. Piotr Włodarczyk, w 19 min. strzał Rafała Kwiecińskiego trafił w spojenie słupka z poprzeczką, w 20 min. Krzysztof Bizacki. W 24 min chorzowianie wykorzystali jednak niezdecydowaną postawę Rafała Pawlaka i Tomasza Łapińskiego i było 2:1 dla Ruchu.

Po zmianie stron przebieg meczu nie uległ zmianie. Stroną dyktującą warunki walki byli chorzowianie. Nic przeto dziwnego, że zdołali oni jeszcze dwukrotnie zmusić do kapitulacji Sławomira Olszewskiego, który w zasadzie nie ponosi winy za puszczone bramki. Krzysztof Bizacki i jego koledzy ogrywali łódzką obronę w dziecinnie łatwy sposób i na dobrą sprawę mieli spore szanse, aby odnieść jeszcze bardziej efektowne zwycięstwo. Rozmiary porażki mógł zmniejszyć w 67 min. Artur Wichniarek, ale po jego strzale piłka uderzyła w słupek i zdołał ją jeszcze złapać bramkarz Ruchu.

Express Ilustrowany

Po meczu powiedzieli:

Grzegorz Lato, trener Widzewa: Takiego debiutu się nie spodziewałem. Rąk załamywać jednak nie można. Przydałoby się 10 dni przerwy na lepsze przygotowanie drużyny, ale trzeba będzie budować formę metodą startową. Dlatego zdecydowałem się wystawić Marka Citkę i Macieja Terleckiego. Przyjdzie nam teraz grać co 3 dni, w lidze i w meczach eliminacyjnych Ligi Mistrzów. W szarzyźnie jaką reprezentowaliśmy właściwie na jakieś tam wyróżnienie zasłużył Sławomir Olszewski. Ruch wygrał zasłużenie (moje gratulacje dla trenera Edwarda Lorensa), ponieważ widać, że został solidnie przygotowany do sezonu. Nasi piłkarze muszą teraz wziąć się do bardzo solidnej roboty. Czeka nas w środę bardzo ciężki mecz z bułgarskim Liteksem.

Radosław Michalski: Cóż ja mogę powiedzieć? Zagraliśmy kiepsko. Przyczyna? Słabiutka forma, której wynikiem jest brak odpowiedniego przygotowania do sezonu. Niektórzy przystąpili do systematycznych treningów zaledwie przed kilku dniami. Ale będzie lepiej. Musimy z tej przykrej nauczki wyciągnąć właściwe wnioski na przyszłość.

Maciej Stolarczyk: Staraliśmy się walczyć możliwie jak najlepiej, ambicji nikt nam nie może odmówić. Rywale byli lepsi. Grało mi się dziś gorzej, aniżeli w meczu z Polonią. Już druga w tym sezonie żółta kartka jaką otrzymałem była wynikiem zaangażowania w walce o piłkę. Zawsze staram się grać fair.

Marek Citko: Brakuje mi jeszcze niezbędnego ogrania. Nie należy jednak upadać na duchu. Z każdym następnym meczem powinno być lepiej.


OPINIE KIBICÓW O MECZU:

Janusz Zalewski, kibic Widzewa Łódź: Widzewskie gwiazdeczki są po prostu nie przygotowane do sezonu. Na pewno winy nie ponosi za taki stan Marek Dziuba. W moim przekonaniu winni są tylko piłkarze i działacze. Zdaje się, że trzeba będzie zweryfikować ocenę dotyczącą profesjonalizmu piłkarzy. Rozumiem, że trzeba walczyć o swoje ale obowiązki należy wykonywać profesjonalnie tj. do nowego sezonu trzeba się było przygotować solidnie, a nie tak jak obecnie, gdzie wyjazd do Chorzowa  zakończył się haniebną klęską. W czasach Widzewa Bońka czy Smolarka było to nie do pomyślenia, aczkolwiek i wówczas zdarzały się wpadki, ale gdy zbliżały się mecze pucharowe fani Widzewa byli pewni, że chłopaki wstydu nie przyniosšą i nie zadrżą im nogi przed wielkim Juve z mistrzami świata na czele. A dziśœ Cóż, nawet trener drużyny Litexu na łamach prasy kpi sobie z Widzewa. Mam cichą nadzieję, że się przeliczy. Oby. Pozdrawiam.


Strona główna

1