1/2 finału Pucharu Polski - mecz 2 z 2
Data | Godz. | Gospodarze | Wynik końcowy | Goście |
19 V 1999 |
19.00 | WIDZEW ŁÓDŹ | 1:1 po 90 min. 1:1 po dogrywce 7:8 w karnych |
AMICA WRONKI |
Drugi mecz 1/2 finału PP:
Ruch Chorzów 0-1 GKS Bełchatów, awans GKS Bełchatów
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
Gole | Min. | Strzelcy | Drużyna | Asysta |
0:1 | 23' | Kalu | Amica | |
1:1 | 72'g | Gęsior | Widzew | Michalski |
Gole | Strzelcy | Drużyna | |
RZUTY KARNE, 5 serii | |||
1 | GOL! | Gorszkow | Widzew |
2 | Olszewski broni! | Kryszałowicz | Amica |
3 | GOL! | Michalski | Widzew |
4 | GOL | Biliński | Amica |
5 | GOL! | Bogusz | Widzew |
6 | GOL | Wódkiewicz | Amica |
7 | nie trafia w bramkę | Citko | Widzew |
8 | GOL | Bieniuk | Amica |
9 | GOL! | Michalczuk | Widzew |
10 | GOL | Kalu | Amica |
4:4, do pierwszej pomyłki | |||
11 | GOL! | Gęsior | Widzew |
12 | GOL | Sokołowski | Amica |
5:5, do pierwszej pomyłki | |||
13 | GOL! | Łapiński | Widzew |
14 | GOL | Siara | Amica |
6:6, do pierwszej pomyłki | |||
15 | GOL! | Kaczmarczyk | Widzew |
16 | GOL | Dubiela | Amica |
7:7, do pierwszej pomyłki | |||
17 | Stróżyński broni... | Terlecki | Widzew |
18 | GOL | Kukiełka | Amica |
7:8 dla Amiki |
Kartki
Dla Gospodarzy | Dla Gości |
Masłowski (1) |
Bajor |
Siara |
Widzów | 5 500 | |||||||||
Sędzia | Tomasz Mikulski (Lublin) | |||||||||
Doping | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Skład Widzewa: Olszewski - Michalczuk, Łapiński, Bogusz - Świętosławski (53' Czajkowski, 68' Masłowski, 118' Gorszkow), Michalski, Kaczmarczyk, Gęsior, Gula - Citko, Terlecki
Skład przeciwnika: Stróżyński - Siara, Kukiełka, Bajor, Matlak (78' Bieniuch) - Kasperski (63' Sokołowski), Wódkiewicz, Biliński, Dubiela - Kalu, Sobociński (60' Kryszałowicz)
PIŁKARZ MECZU: BRAK
Amica w finale Pucharu Polski...
Drużyna Widzewa była pewniakiem w rewanżowym spotkaniu półfinałowym z Amiką Wronki. Remis (1:1) uzyskany w pierwszym meczu na wyjeździe stawiał łodzian w uprzywilejowanej sytuacji. Do szczęścia wystarczyło im uzyskanie w rewanżu wyniku bezbramkowego. Niestety, widzewiacy sami sobie winni, że nie awansowali do finału tej prestiżowej imprezy.
Gospodarze przespali, a raczej przestali bez większego zaangażowania pierwszą połowę pojedynku. Konsekwencją tej postawy była bramka zdobyta przez czarnoskórego Maxwella Kalu w 23 min. Inna sprawa, że w jej uzyskaniu pomógł sędzia boczny Łukasz Bartosik z Krakowa, który nie dostrzegł, że napastnik Amiki przejął piłkę na wyraźnej pozycji spalonej. Widzew mógł wyrównać, ale nie wykorzystał dwóch sprzyjających okazji w 41 i 42 min.
W drugiej odsłonie widzewiacy już się przebudzili i z dużym rozmachem, a także zwiększoną ochotą przystąpili do szturmu na bramkę rywali. Piłkarze z Wronek, zepchnięci do głębokiej defensywy, nie byli w stanie wyprowadzić właściwie ani jednej groźniejszej kontry. Bronili się dzielnie, ale pod bezustannym naporem widzewiaków zaczęli popełniać coraz częściej błędy, których przez długie minuty nie byli w stanie wykorzystać gospodarze.
A na listę strzelców mogli się wpisać: w 48 min. Maciej Terlecki, w 54 min. Zbigniew Czajkowski, w 65 min. Radosław Michalski, w 67 min. Maciej Terlecki i w 69 min. Dariusz Gęsior. Te dane statystyczne najlepiej świadczą o bardzo dużej przewadze Widzewa w tym okresie gry. Dopiero w 72 min., po dograniu piłki przez Radosława Michalskiego, Dariusz Gęsior zmusił po strzale głową do kapitualcji bramkarza Wronek. Wydawało się, że za chwilę padnie drugi gol dla Widzewa.
W 79 min. znów Gęsior popisał się celnym uderzeniem głową, ale pomocnik Amiki Grzegorz Matlak zdołał wybić piłkę tuż przed linią bramkową. Bohaterem meczu mógł zostać Marek Citko. W 88 min., przez nikogo nie atakowany, znalazł się sam na sam z bramkarzem gości. Chciał go przelobować i zrobił to tak niefortunnie, że Jarosław Stóżyński bez trudu zdołał piłkę wybronić.
I zaczął się horror. Wynik w normalnym czasie gry nie uległ zmianie i sędzia zarządził, zgodnie z regulaminem, dogrywkę 2 x 15 min. W tym czasie piłkarze obu stron nie za bardzo byli w stanie utrzymać odpowiednie tempo walki, nie potrafili też stworzyć większych zagrożeń podbramkowych. Odnotować jednak należy, że w 115 min. sędzia nie odgwizdał ewidentnego faulu popełnionego przez obrońcę Wronek na Radosławie Michalskim w polu karnym. W kilkanaście sekund później nie popisał się Maxwell Kalu, który mając przed sobą tylko Olszewskiego posłał piłkę wysoko nad poprzeczką.
Tak więc wynik nie uległ zmianie i sędzia zarządził rzuty karne. Pierwsza seria "jedenastek" nie przyniosła rozstrzygnięcia. Widzew wprawdzie prowadził 2:0, potem 3:2, ale fatalnie spudłował Marek Citko i doszło do wyrównania 3:3. Pierwsza runda nie przyniosła rozstrzygnięcia (4:4). W drugiej strzał Macieja Terleckiego (przy stanie 7:7) obronił Jarosław Stróżyński. Losy meczu rozstrzygnął celnym uderzeniem Mariusz Kukiełka. I tak to Amica pokonała Widzew 8:7.
Express Ilustrowany
Po meczu powiedzieli: Marek Citko: Dla mnie to był czarny dzień. Najpierw nie strzeliłem we wspaniałej sytuacji, a później nie trafiłem w bramkę z jedenastu metrów. Cóź, nie można sie jednak załamywać, trzeba dalej grać. Przed nami kolejne ważne mecze, a najbliższy już w sobotę z Ruchem Chorzów na własnym stadionie. W przerwie otrzymaliśmy w szatni od trenera ostrą reprymendę i ruszyliśmy do ataku. Nie udało nam się wygrać, szkoda, że straciliśmy tak dużo sił. Nie zlekceważyliśmy rywala z Wronek. Wyszliśmy na boisko z nastawieniem grania swojej piłki. Wiedzieliśmy, że Amica jeżeli myśli o awansie do finału musiała zaatakować i strzelić gola, więc liczyliśmy na to, że się odkryje. Tymczasem udało jej się zaskoczyć naszą defensywę i musieliśmy odrabiać straty. Zabrakło nieco czasu, a w rzutach karnym więcej szczęścia miała Amica. Będziemy walczyć dalej o wicemistrzostwo Polski i Ligę Mistrzów, a jeżeli się to nie uda, to mamy nadzieję zagrać chociaż w Pucharze UEFA. |
OPINIE KIBICÓW O MECZU:
Piotr Woźniak, kibic Widzewa Łódź:
Opinia może być tylko jedna: Katastrofa! Szkoda straconej szansy, wspaniałego finału,
który szykował się w Płocku, szkoda kibiców którzy mogli postarzeć się o kilka lat
patrząc na grę swoich ulubieńców. Szkoda również samych piłkarzy, którzy stracili
mnóstwo sił, ale na dobrą sprawę sami są sobie winni. Zafundowali wszystkim horror,
bez happy endu i teraz może zabraknąć sił w ostatnich trzech meczach.
A drugie miejsce (czy nawet trzecie) nie jest jeszcze takie pewne. Pozdrawiam.