5. kolejka I ligi sezonu 2000/2001
Data | Godz. | Gospodarze | Wynik końcowy | Goście |
19 VIII 2000 |
16.30 | ZAGŁĘBIE LUBIN | 4:2 | WIDZEW ŁÓDŹ |
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
g - głową, w - bezpośrednio
z rzutu wolnego,
k - bezpośrednio z rzutu karnego, r
- bezpośrednio z rzutu rożnego
Liczby w nawiasach obok nazwisk graczy Widzewa to oznaczenie,
ile goli lub ile asyst zdobył zawodnik w danych rozgrywkach.
Gole | Min. | Bramka | Drużyna | Asysta |
0:1 | 3' | Poskus (3) | Widzew | Szymkowiak (1) |
0:2 | 12' | Gedgaudas (1) | Widzew | Bogusz (1) |
1:2 | 27'k | Podbrożny | Zagłębie | |
2:2 | 54' | Grzybowski | Zagłębie | |
3:2 | 62' | Klimek | Zagłębie | |
4:2 | 68' | Klimek | Zagłębie |
Kartki
ZAGŁĘBIE | WIDZEW |
Bubnowicz | |
Krzyżanowski |
Widzów | ZAGŁĘBIE | 3 000 | |||||||||
WIDZEW |
b.d. | ||||||||||
Sędzia | Andrzej Należnik (Katowice) | ||||||||||
Doping | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Skład Widzewa: Ludwikowski - Bogusz, Urbaniak, Kryger, Stolarczyk - Pawlak, Kaczmarczyk, Szymkowiak, Michalczuk (4 Gedgaudas, 46 Stasiak) - Poskus (73 Morawski), Zając
Skład przeciwnika: Mioduszewski - Bubnowicz, Żuraw, Adamski - Manuszewski, Lewandowski (80 Pasik), Krzyżanowski, Podbrożny, Szewczyk - Grzybowski (90 Dobi), Klimek (68 Majka)
PIŁKARZ MECZU: BRAK
z 2:0 na 2:4
Stadion w Lubinie nie należy do ulubionych przez piłkarzy Widzewa. Ostatnio drużyna spisywała się tam przeciętnie. W sobotę zanosiło się, że kompleks zostanie przełamany, niestety, po 20 min wszystko wróciło do normy, a od pogromu łódzką drużynę uratował Ludwikowski.
Początek w wykonaniu gości był rewelacyjny, choć już w drugiej minucie kontuzji doznał Michalczuk (naderwał mięsień dwugłowy). Gdy były kapitan był opatrywany poza boiskiem, jego koledzy objęli prowadzenie. Piłkę z prawej strony boiska przejął Szymkowiak, dośrodkował z narożnika boiska, a niepilnowany Poskus z kilku metrów bez problemów kopnął do siatki. Wkrótce Michalczuka zastąpił Gedgaudas, a w 9 min mogło być 2:0. Widzew wykonywał rzut wolny z 30 m, Stolarczyk nie czekając na gwizdek arbitra mocno strzelił, a Mioduszewski wypuścił piłkę z rąk. Poskus jednak nie zdążył z dobitką. Co się jednak odwlecze...
W 12 min akcję rozpoczął Stolarczyk, który zagrał prostopadle w pole karne do Poskusa, ten usiłował podać na środek, lecz w międzyczasie piłka trafiła do Bogusza, a następnie do Gedgaudasa. Litwin znalazł się sam na sam z Mioduszewskim i lekko kopnął obok niego. Gospodarze w tym momencie przypominali boksera po nokaucie.
Po kwadransie łodzianie jednak popełnili błąd, która niestety zdarza im się bardzo często: po strzeleniu gola (goli) cofnęli się do głębokiej defensywy. A że nie jest to najsilniejsza strona drużyny, gospodarze poczynali sobie coraz śmielej. Kto wie jednak, jak potoczyłby się mecz, gdyby nie głupota Stolarczyka. Inaczej jednak nie można nazwać zagrania łódzkiego obrońcy z 26 min, kiedy w niegroźnej sytuacji zdecydował się na wślizg przy linii bocznej pola karnego. Doświadczony Lewandowski nie miał wielkich szans na zagrożenie Ludwikowskiemu, więc wykorzystał okazję i przewrócił się o nogi widzewiaka, a sędzia podyktował rzut karny. Pewnie wykorzystał go Podbrożny. Zagłębie już wcześniej miało okazję do zmiany wyniku, lecz znakomicie bronił Ludwikowski.
Chwilę po wznowieniu gry ze środka boiska widzewiacy mogli zdobyć trzeciego gola. Kaczmarczyk podał do Zająca, ten wbiegł w pole karne i mocno strzelił, ale prosto w bramkarza. Był to jednak łabędzi śpiew łódzkiego zespołu, który cofnął się, pozwalając rywalom na swobodne rozgrywanie piłki w środku boiska. Coraz gorzej spisywali się widzewscy pomocnicy, a błędy zaczęli popełniać obrońcy. M.in. w 38 min Grzybowski mocno dośrodkował w pole karne, Urbaniak nie wiedzieć czemu odsunął się od piłki, do której dopadł Klimek, lecz jego strzał w znakomitym stylu złapał, choć na dwa razy, Ludwikowski.
W 41 min znów błysnął łódzki bramkarz, kiedy obronił nogą uderzenie z bliska Grzybowskiego. W ostatnich minutach pierwszej połowy lubinianie mieli jeszcze dwie znakomite szanse, ale Bogusz i Gedgaudas w ostatniej chwili wybijali piłkę sprzed bramki.
W odpowiedzi bardzo ambitny Poskus był z piłką w polu karnym, ale został zablokowany przez Bubnowicza. Ten ostatni powinien już w pierwszej połowie zobaczyć czerwoną kartkę, bowiem w 16 min tak mocno trzymał Zająca, że podarł mu koszulkę. Napastnik Widzewa musiał założyć strój Michalczuka i zamiast z "szesnastką", biegał po boisku z "dziesiątką".
Tak więc mimo prowadzenia, gra widzewiaków w pierwszych minutach nie nastrajała optymistycznie. Dlatego szkoleniowcy zdecydowali się wzmocnić defensywę, wprowadzając na boisko Stasiaka. Szkoda jednak, że zszedł Gedgaudas, który nieźle grał w ofensywie. Bardziej do wymiany nadawali się na przykład Stolarczyk (choćby za zagranie w 26 min), czy zupełnie niewidoczny Pawlak.
Szkoda zwłaszcza, że został na boisku Stolarczyk, który zawinił też przy drugim golu. Krzyżanowski podał do Manuszewskiego, ten łatwo minął Stolarczyka, dośrodkował po ziemi, a Grzybowski z bliska pokonał Ludwikowskiego. Utrata bramki nie zmobilizowała łodzian, którzy zupełnie przestali grać. Piłkarze Zagłębia bezkarnie przedostawali się w pobliże pola karnego, ponieważ widzewiacy atakowali ich dopiero na 20. metrze. Tak jak pod koniec pierwszej połowy słabo grali też widzewscy pomocnicy.
W 58 min z 18 m strzelał Lewandowski, ale piłkę z linii bramkowej wybił Kryger. Cztery minuty później było już jednak 3:2. Grzybowski ograł Urbaniaka, dośrodkował do Podbrożnego, po którego uderzeniu piłka trafiła w słupek. Łódzcy defensorzy w tym czasie chyba spali, bo pozwolili Klimkowi wbić piłkę głową do siatki. Ten sam zawodnik w 68 min mocno kopnął z ostrego kąta, a Ludwikowski popełnił chyba jedyny błąd w meczu i oślepiony przez słońce wpadł z piłką do siatki.
Zadowoleni gospodarze cofnęli się, dzięki czemu spotkanie się wyrównało. Aktywniej zaczął grać Szymkowiak, który stworzył kolegom kilka okazji. W 80 min powinno był 3:4, jednak Pawlak potwierdził, że jest w słabej formie. Dostał bowiem doskonale podanie od Kaczmarczyka, po czym znalazł się sam na sam z bramkarzem. Zamiast spokojnie kopnąć do siatki, trafił piłką w Mioduszewskiego.
Kolejny przykład słabości Widzewa miał miejsce w 85 min. Wtedy podopieczni trenera Kuszłyka wykonywali rzut wolny w pobliżu pola karnego Zagłębia. tak go rozegrali, że podali piłkę gospodarzom, w wyniku czego Podbrożny był sam na sam z Ludwikowskim. I tym razem młody bramkarz Widzewa był jednak górą. W 90 min gospodarzom sprzyjało szczęście, bo po dośrodkowaniu Szymkowiaka Zając główkował w poprzeczkę, a piękne uderzenie z powietrza Morawskiego z trudem obronił Mioduszewski.
Porażka w Lubinie pokazała, że Widzew nie ma jeszcze zespołu zdolnego walczyć o najwyższe stawki. Jeśli dwóch czy trzech czołowych zawodników wypadnie słabiej - tak jak w Lubinie Kaczmarczyk, Szymkowiak czy Pawlak - to drużyna gra słabo. Po drugie, widzewiacy zatracili waleczność, którą demonstrowali w spotkaniach z Wisłą i Legią.
Gazeta Wyborcza