1. kolejka I ligi sezonu 2000/2001
Data | Godz. | Gospodarze | Wynik końcowy | Goście |
22 VII 2000 |
17:30 | RUCH CHORZÓW | 2:1 | WIDZEW ŁÓDŹ |
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
Gole | Min. |
Strzelcy |
Drużyna | Asysta |
0:1 | 11' |
Wleciałowski (sam. - 1) |
Widzew | Stolarczyk (1) |
1:1 | 15' | Augustyniak (sam.) | Ruch | |
2:1 | 71'k | Bizacki | Ruch |
Kartki
RUCH | WIDZEW |
Kwieciński | Stasiak (1) |
Widzów | 3
209 (mecz wyjazdowy) |
|||||||||
Sędzia | Mirosław Milewski (Radom) | |||||||||
Doping | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Skład Widzewa: Woźniak - Michalczuk (87 Poskus), Urbaniak, Stasiak (82 Chioma), Stolarczyk - Pawlak, Bogusz, Kryger, Augustyniak (64 Gedgaudas) - Szymkowiak, Zając
Skład przeciwnika: Wierzchowski - Szuflita, Masternak, Wleciałowski - Mizia (46 Kwieciński), Fornalik (66 Baban), Jamróz, Surma, Paluch - Śrutwa (69 Tarachulski), Bizacki
PIŁKARZ MECZU: NIKT
Start na zero
Nie takiej inauguracji sezonu oczekiwano w Widzewie.
Przed rokiem Widzew przegrał w Chorzowie 1:4, będąc zespołem dużo słabszym od rywali. Teraz też wrócił do domu bez punktów, choć miał dużą szansę nawet na komplet.
Zaskoczeniem był skład gości: w podstawowym składzie wyszło na boisko siedmiu obrońców, dlatego już od pierwszych minut przewagę w środku boiska uzyskali gospodarze. - Widzew ułatwił nam zadanie, bo mieliśmy wiele swobody w drugiej linii - mówi po meczu Jan Żurek, szkoleniowiec Ruchu.
W sparingach na lewej stronie pomocy występował Chioma, tymczasem w lidze trenerzy postawili na Augustyniaka. Eks-poznaniak nie wypadł olśniewająco, zwłaszcza w ofensywie. Piłkę zaś mieli rozgrywać obrońca Bogusz i Kryger, który wirtuozem raczej nie jest. Mimo to z widzewskich pomocników zrobił chyba najlepsze wrażenie. Pawlak zaś jest daleki od swojej normalnej formy, a na dodatek często zapomina o powrocie pod swoją bramkę. Przez to Michalczuk musiał zmagać się z dwoma rywalami.
Pierwsze minuty należały do Ruchu, który stworzył jedną groźną sytuację. Po wrzucie z autu Surma wbiegł w pole karne, płasko dośrodkował, ale nikt z jego kolegów nie zamknął akcji.
Wkrótce Widzew wygrywał. Najpierw Szymkowiak wykonywał rzut wolny z ok. 30 m. Strzelił niezbyt mocno, lecz precyzyjnie w górny róg. Wierzchowski mógł chyba złapać piłkę (tak twierdzili trenerzy - Marek Koniarek i Bogusław Kaczmarek), ale wolał wybić ją poza boisko. Z rzutu rożnego dośrodkował Szymkowiak, Stolarczyk główkował w słupek, piłka wróciła na środek pola karnego, gdzie walczyli o nią Wleciałowski i Stasiak. Chorzowianin był szybszy, lecz uderzył piłkę głową nieprecyzyjnie, dzięki czemu Widzew objął prowadzenie.
Wkrótce jednak Ruch wyrównał. Paluch łatwo minął Bogusza w polu karnym, mocno dośrodkował w kierunku bramki, a Augustyniak próbując wybić piłkę, interweniował tak niefortunnie, że zaskoczył Woźniaka. Szkoleniowiec GKS Katowice: Andrzej Woźniak był chyba trochę źle ustawiony. Stał za daleko od krótkiego rogu.
W 19 min widzewiacy przeprowadzili ładną kontrę. Bogusz bardzo ładnie podał do Pawlaka, ten odegrał przed pole karne, lecz strzał Krygera był minimalnie niecelny. Wkrótce Śrutwa uderzał z półobrotu, ale prosto w Woźniaka. Później pokazali się widzewscy przyjaciele nie tylko z boiska: Szymkowiak i Zając. Drugi podawał, a pierwszy bardzo silnie kopnął, tyle że w Masternaka.
Piłkarze walczyli ze wszystkich sił, mimo to spotkanie było nudne. W 31 min zrobiło się jednak wesoło, bo na boisku niespodziewanie znalazł się kilkuletni chłopiec. - Francuzi wpuszczają na murawę koguty, a kibice Ruchu dzieci - żartował Marek Koniarek. Malec kilka razy wracał w pobliże boiska, a gdy już mu się znudziło, w jego ślady poszedł pijany kibic. Przerwa w grze trwała kilka minut. W pierwszej połowie jedynym wartym uwagi wydarzeniem był niecelny strzał Pawlaka z ostrego kąta.
Po przerwie widzewiacy grali znacznie słabiej niż w pierwszej połowie. Na pewno wpływ na to miała lepsza postawa gospodarzy, wśród których sporo ożywienia wniósł Kwieciński. Augustyniak nie mógł sobie z nim poradzić. Co chwila pod łódzką bramką dochodziło do zamieszania. W 48 min z daleka uderzał Fornalik, a Woźniak wybił piłkę na róg. Później łódzki bramkarz niepewnie wyszedł do wrzutki i został przelobowany przez Śrutwę. Na szczęście piłkę zdążył wybić Stolarczyk. W 59 min ten sam gracz Widzewa w ostatniej chwili przerwał akcję Kwiecińskiego i Śrutwy.
Zaraz padnie gol dla Ruchu - prorokował Bogusław Kaczmarek. W 60 min silnie kopnął Paluch, jednak nad poprzeczką. Niespełna 60 sek. później Kwieciński ograł Augustyniaka w rogu pola karnego, widzewiak próbował ratować sytuację wślizgiem, ale zamiast w piłkę, trafił w nogi przeciwnika. Sędzia Milewski ma jednak wyraźne kłopoty z bieganiem, więc tradycyjnie był daleko od akcji i nie zdecydował się podyktować rzutu karnego.
Widzew odpowiedział w 65 min. Dośrodkowywał Michalczuk, Bogusz zgrał piłkę głową, jednak Wierzchowski w ostatniej chwili uprzedził Gedgaudasa.
W 70 min Kryger odebrał piłkę Kwiecińskiemu metr przed polem karnym. Chorzowianin upadł teatralnie, a arbiter wykazał się sokolim wzrokiem i - mimo że był ok. 30 m od zdarzenia - podyktował rzut karny. Oddał za 61 min - komentowali kibice Ruchu.
Andrzej Woźniak był bliski obronienia, lecz Bizacki strzelił bardzo precyzyjnie - mówił Józef Młynarczyk.
Po stracie gola inicjatywę przejęli łodzianie. Dużo pomogły zmiany: Gedgaudas trochę uporządkował grę w środku pola, a Poskus był bardzo aktywny w ataku. Silne uderzenie Gedgaudasa z 15 m zostało zablokowane, a strzały Zająca bronił Wierzchowski. W ostatnich sekundach chorzowianie skontrowali. Po nieudanej pułapce ofsajdowej Paluch był sam na sam z Woźniakiem, ale bramkarz Widzewa był lepszy.
Szkoda porażki, bo łódzki zespół wcale nie był gorszy. Jeśli jednak drużyna wychodzi na boisko, żeby zremisować, to zwykle takie mecze kończą się porażkami.
Gazeta Wyborcza
Po meczu powiedzieli: BRAK WYWIADÓW |