30. kolejka I ligi sezonu 1999/2000
Data | Godz. | Gospodarze | Wynik końcowy | Goście |
28 V 2000 |
17.00 | WIDZEW ŁÓDŹ | 2:2 | STOMIL OLSZTYN |
Legia Warszawa 0-2 Wisła Kraków
(Wisła wicemistrzem Polski)
Odra Wodzisław 2-2 Ruch Chorzów
Lech Poznań 0-0 Groclin Dyskobolia
Amica Wronki 2-1 ŁKS Ptak
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
g - głową, w - bezpośrednio z
rzutu wolnego,
k - bezpośrednio z rzutu karnego, r - bezpośrednio z
rzutu rożnego
Liczby w nawiasach obok nazwisk graczy Widzewa to oznaczenie,
ile goli lub ile asyst zdobył zawodnik w danych rozgrywkach.
Gole | Min. | Bramka | Drużyna | Asysta |
0:1 | 7' | Kucharski | Stomil | |
0:2 | 14' | Kucharski | Stomil | |
1:2 | 54' | Zając (5) | Widzew | Szymkowiak (8) |
2:2 | 71' | Gęsior (8) | Widzew | bez asysty |
Kartki
WIDZEW | STOMIL |
Bogusz (5) |
Holc |
Gabrusiewicz |
Widzów | WIDZEW | 2 500 | |||||||||
Goście | 0 | ||||||||||
Sędzia | Jacek Granat (Warszawa) | ||||||||||
Doping | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Skład Widzewa: Woźniak - Bogusz, Mosór, Magiera (24' Zając), Michalczuk (73' Rutka) - Pawlak, Gęsior, Kaczmarczyk, Szymkowiak, Gula (46' Gedgaudas) - Poskus
Skład przeciwnika: Kaczor - Biedrzycki, Jurkowski, Januszewski - Holc (88' Kwiatkowski), Gorszkow, Szulik, Jankowski, Zajączkowski - Matys (67' Gabrusiewicz, 90' Orliński), Kucharski
PIŁKARZ MECZU: Dariusz Gęsior (2)
Gdyby tak zawsze...
Gdyby piłkarze Widzewa przez cały sezon grali z takim zaangażowaniem jak przeciwko Stomilowi, na mecze przychodziłoby nie dwa a 12 tysięcy kibiców.
Przed spotkaniem widzewiacy twierdzili, że mimo problemów z wypłatami będą chcieli pokazać dobrą grę. Ale gdy się bardzo chce, czasami skutek jest odwrotny...
W trzeciej minucie goście mogli przegrywać 0:3. Łodzianie od pierwszych sekund rzucili się do ataku. W 2 min. z pięciu metrów główkował Gęsior, ale obok słupka. Po chwili strzał Pawlaka z trudem obronił bramkarz, a po rzucie rożnym i uderzeniu głową Gęsiora piłka trafiła w poprzeczkę.
Kibice czekali na gola, który w końcu padł, tyle że dla Stomilu. Matys ograł Mosóra jak juniora, kopnął mocno z 12 metrów, Woźniak znakomicie obronił, lecz dobitka Kucharskiego była bezbłędna. Siedem minut później goście oddali trzeci celny strzał. Najpierw Michalczuk nie upilnował Matysa, ten dośrodkował po ziemi do Kucharskiego, który natychmiast uderzył z 14 m. Piłka wpadła w okienko łódzkiej bramki.
Strata dwóch goli ostudziła zapał gospodarzy, ale na krótko. Między 31 a 34 minutą widzewiacy znów mieli trzy znakomite okazje. Zaczął Michalczuk, który po wymianie podań z Szymkowiakiem był sam na sam z Kaczorem, ale kopnął prosto w niego. Następnie bliski trafienia do siatki był Gęsior, który po wrzutce Pawlaka główkował w słupek. Wkrótce ten sam zawodnik w dogodnej sytuacji strzelił niecelnie. W tym czasie goście ograniczali się wyłącznie do wybijania piłki jak najdalej od swojej bramki.
W końcówce pierwszej połowy piłkarze Widzewa jakby stracili koncepcję. Wrzutki w pole karne wybijali obrońcy, a uderzenia z dystansu łapał bramkarz.
Po przerwie na boisku panowała już tylko jedna drużyna. Gospodarze grali z wielkim zaangażowaniem, spychając rywali do desperackiej obrony. Wreszcie dobrze grał Zając, poprawnie obrońcy, a jednym z najaktywniejszych zawodników był rekonwalescent Michalczuk, który po 11 miesiącach przerwy zagrał przed własną publicznością. Ta zaś, mimo że niezbyt liczna, wspaniale dopingowała swoją drużynę. Chwilami na stadionie było tak głośno, jak w czasie kwietniowego meczu z Legią Warszawa. Docenili to piłkarze i zagrali równie dobrze, jak wtedy.
W 54 min. nastąpiła prawie kopia akcji, po której w spotkaniu z warszawskim zespołem padł pierwszy gol. Tym razem Szymkowiak podawał ze środka pola, a Zając wyprzedził Biedrzyckiego i z ostrego kąta pokonał Kaczora.
Goście odpowiedzieli po dwóch minutach, kiedy po rzucie rożnym i główce Januszewskiego Woźniak wybił piłkę nogą. I to był ostatni groźny atak w ich wykonaniu. Później dominował już tylko Widzew. Podopieczni Jana Żurka grali szybko, pomysłowo i składnie. W 66 min. przeprowadzili najładniejszą akcję w rundzie wiosennej. Piłkę błyskawicznie i na dużej szybkości wymieniali Szymkowiak, Zając i Gęsior. Szkoda tylko, że po uderzeniu tego ostatniego Januszewski wybił piłkę sprzed linii bramkowej.
W 70 min. po ziemi dośrodkowywał Zając, ale Poskus i Pawlak nie zdołali wepchnąć piłki do siatki. Wyrównianie padło po strzale Gęsiora z 16 m. Kapitan Widzewa sprawiał wrażenie, że chce przyjąć piłkę wybitą przez obrońców, ale gdy zobaczył, że to się nie uda, zdecydował się na uderzenie, zaskakując bramkarza.
Mimo desperackich ataków łódzkim piłkarzom nie udało się zdobyć zwycięskiego gola, choć szanse mieli Pawlak, Poskus i Zając. Mimo to kibice po ostatnim gwizdku długo bili brawo, dziękując za zaangażowanie.
Gazeta Wyborcza
Po meczu powiedzieli: Jan Żurek, trener Widzewa: Każdy, kto przyszedł na dzisiejsze spotkanie powinien być zadowolony. Nie po raz pierwszy straciliśmy bramki po ewidentnych błędach obrońców. Na szczęście w drugiej połowie zagraliśmy dużo lepiej i z przebiegu gry zasłużyliśmy na zwycięstwo. Zmieniłem Gulę, bo jak się przegrywa dwiema bramkami, to trzeba szukać sposobu na wygranie meczu. Gedgaudas wniósł dużo ożywienia na boisko, ponadto ten chłopak ma niesmowity ciąg na bramkę. Bogusław Kaczmarek, trener Stomilu: Mecz na pewno mógł się podobać publiczności. Padły cztery bramki, kibice obejrzeli mnóstwo sytuacji podbramkowych. Dużo strachu napędził nam Gęsior, po którego strzałach piłka lądowała na słupku i poprzeczce. Po przerwie przeważał Widzew i doprowadził do remisu. Szkoda, że dogodnych sytuacji nie wykorzystał Januszewski i Matys. Dałem zadebiutować Gabrusewiczowi. To jeden z naszych najzdolniejszych juniorów, ale spalił się psychicznie. Trudno się dziwić, bo musiał grać na Widzewie i to przy takim dopingu. |