23. kolejka I ligi sezonu 1999/2000
Data | Godz. | Gospodarze | Wynik końcowy | Goście |
15 IV 2000 |
20.00 | WIDZEW ŁÓDŹ | 3:2 | LEGIA WARSZAWA |
Pogoń Szczecin 0-1 Górnik Zabrze
Stomil Olsztyn 1-0 ŁKS Ptak
Ruch Chorzów 2-0 Lech Poznań
Polonia Warszawa 2-1 Wisła Kraków
Ruch Radzionków 0-3 Amica Wronki
Petro Płock 0-1 Odra Wodzisław
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
g - głową, w - bezpośrednio z
rzutu wolnego,
k - bezpośrednio z rzutu karnego, r - bezpośrednio z
rzutu rożnego
Liczby w nawiasach obok nazwisk graczy Widzewa to oznaczenie,
ile goli lub ile asyst zdobył zawodnik w danych rozgrywkach.
Gole | Min. | Bramka | Drużyna | Asysta |
1:0 | 17' | Zając (3) | Widzew | Szymkowiak (4) |
1:1 | 19' | Czereszewski | Legia | |
2:1 | 34' | Zając (4) | Widzew | Szymkowiak (5) |
2:2 | 58' | Mięciel | Legia | |
3:2 | 92' | Gęsior (5) | Widzew | Zając (2) |
Zapis video bramki Marcina Zająca na 1:0!!! (300KB, AVI)
Kartki
WIDZEW | LEGIA |
Zając (4) | Murawski |
Widzów | 11 000 | |||||||||
Sędzia | Grzegorz Kasperkowicz (Poznań) | |||||||||
Doping | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Skład Widzewa: Woźniak - Pawlak (68' Magiera), Mosór, Bogusz, Stolarczyk - Gęsior, Kaczmarczyk (85' A. Steśko), Gula, Szymkowiak - Zając, Poskus (88' Pińkowski)
Skład przeciwnika: Robakiewicz - Bednarz, Zieliński, Murawski, Siadaczka - Karwan, Majewski, Sokołowski, Citko - Mięciel, Czereszewski
PIŁKARZ MECZU: Marcin Zając (2) - dwie bramki i asysta
Europa w Łodzi
Nareszcie! Polscy piłkarze udowodnili, że potrafią grać na europejskim poziomie. Takiego meczu w tych rozgrywkach w Łodzi, a i chyba w całej Polsce, nie było. Ci, co mieli szczęście zasiąść na trybunach lub posiadają dekoder Canal+, oglądali wspaniały, niepowtarzalny pojedynek, który z pewnością przejdzie do ligowej legendy.
W meczu Widzew-Legia było wszystko - pełne, świetnie dopingujące trybuny, piękne bramki, gorące podbramkowe sytuacje, parady i błędy bramkarzy, niepowtarzalna dramaturgia, której nie wymyśliłby sam Szekspir i rozstrzygnięcie, które nastąpiło w 90, a właściwie już "w dogrywce", bo w 92 minucie gry!
W pierwszej połowie inicjatywa należała do Widzewa. Dwie świetne akcje pary Szymkowiak - Zając przyniosły łodzianom dwie bramki. Niestety, prosty błąd w grze defensywnej, zbyt krótki wykop, a potem za wolny powrót do bramki Woźniaka oraz nieudana pułapka ofsajdowa sprawiły, że na listę strzelców wpisał się też legionista Czereszewski.
W 58 min. błąd Woźniaka, który nie zdołał wybić piłki po rzucie rożnym egzekwowanym przez Siadaczkę wykorzystał Mięciel. Przy okazji doszło do przypadkowego starcia Stolarczyka z Pawlakiem, którzy ofiarnie usiłowali wybić piłkę z pustej bramki, po którym ten ostatni z rozbitym, krwawiącym nosem musiał opuścić plac gry.
Legia miała jeszcze dwie sytuacje bramkowe, które wypracował niemiłosiernie wygwizdywany przez łódzką publiczność Citko. W sytuacji sam na sam strzał Czereszewskiego obronił Woźniak, a piłkę obok słupka posłał Mięciel.
W odpowiedzi po kolejnym zagraniu Szymkowiaka Zając stoczył kolejny indywidualny pojedynek z Robakiewiczem. Tym razem nie okazał się niestety jego zwycięzcą. Co się jednak odwlecze...
W 92 min. po świetnym podaniu w tempo Guli w pole karne wpadł Zając. Z trudnej pozycji oddał strzał, Robakiewicz obronił piłkę, ale dopadł do niej Gęsior i technicznym strzałem między nogami warszawskiego bramkarza posłał ją do siatki.
Radość, która w tym momencie ogranęła trybuny widzewskiego stadionu była nie do opisania.
Express Ilustrowany
Po meczu powiedzieli: Orest Lenczyk, trener Widzewa: Mecz układał się po naszej myśli. W katastrofalny sposób jednak traciliśmy gole. Zagrania pary Szymkowiak-Zając, po których padły dwa gole, a mógł trzeci, ćwiczyliśmy na treningach. Obaj ci piłkarze to przyjaciele, także poza boiskiem, nic więc dziwnego, że dobrze się rozumieją i często do siebie zagrywają piłkę. Gdyby Zając przy swojej szybkości i umiejętności znajdowania się w dogodnych podbramkowych sytuacjach potrafił je potem wszystkie wykorzystać, to pewnie nie grałby już w Widzewie, a w którymś ze znanych klubów w Europie. Franciszek Smuda, trener Legii: Mecz był bardzo dramatyczny. Uważam, że zasłużyliśmy na remis. Zwycięski gol padł praktycznie w dogrywce. Popełniliśmy fatalny błąd w defensywie i to nas kosztowało stratę trzech punktów. Piotr Mosór, który po meczu podbiegł do ławki rezerwowych Legii: Spytałem się trenera Smudy o wynik spotkania, ale - czerwony ze złości - nic nie odpowiedział. Zasłużył na to, bo to on wyrzucił mnie z Legii i powiedział, że nie potrafię grać w piłkę. Bardzo się cieszę ze zwycięstwa i ze swojej gry. Starałem się zagrać tak, jak ustaliłem z trenerem Orestem Lenczykiem, spokojnie, bez ostrych i ryzykownych interwencji. Wiem, co czują piłkarze Legii, bo grając w niej przeżywałem już takie porażki. Szczerze mówiąc, nie chciałbym teraz być w ich szatni. Marcin Zając, zdobywca dwóch goli: Cieszę się bardzo, że w końcu przełamałem niefart i strzeliłem gole. Radość jest tym większa, że w tak ważnym i znakomitym meczu z Legią Warszawa. Legioniści zagrali dobrze w defensywie, ale widzewski atak był dzisiaj bez wątpienia od niej lepszy. Pojedynek z Legią kosztował mnie dużo sił, ale najważniejsze, że trochę ich jeszcze starczyła na ostatnią, decydującą akcję. Ostatnio słyszałem z trybun niepochlebne recenzje. Mam nadzieję, że teraz odzyskam zaufanie kibiców. Dariusz Gęsior, strzelec zwycięskiej bramki: Dobiegając do piłki widziałem szeroko rozstawione nogi Robakiewicza i postanowiłem między nimi zmieścić piłkę. Udało się i nie muszę mówić jak bardzo mnie to ucieszyło. Nie mogę się uśmiechać, bo w pierwszej połowie Marek Citko wybił mi ząb. Rafał Pawlak: Wyszedłem na boisko z flagą Widzewa, bo prosił mnie o to jeden z kibiców. Mecz był bardzo dobry i wyrównany. Do nas uśmiechnęło się szczęście. Ja miałem pecha, bo Maciek Stolarczyk kopnął mnie w nos. Na pewno nie zagram środę z RKS, ale już w sobotę wszystko powinno być w porządku. Maciej Stolarczyk: Zwycięstwo z Legią nie przyszło nam łatwo. Dobrze, że na stadion mogło wejść tylu kibiców, którzy nas fantastycznie dopingowali. Lepiej się gra z przeciwnikiem, który prowadzi otwartą grę, a tak właśnie zagrała Legia. Zawsze walczymy do końca, nawet jeśli przegrywamy. W końcówce, jak to często bywa w meczach z legionistami, dopisało nam szczęście. Artur Steśko: Legia to najsilniejsza drużyna, z jaką wiosną graliśmy. Ale atmosfera była taka, że aż chciało się biegać i walczyć. Jeszcze eraz jestem tym ogromnie podekscytowany. To było wielkie przeżycie. |