1/4 finału Pucharu Polski sezonu 1999/2000 - mecz 1 z 2
Data | Godz. | Gospodarze | Wynik końcowy | Goście |
12 IV 2000 |
18.00 | WIDZEW ŁÓDŹ | 3:1 | RKS RADOMSKO |
NIEKTÓRE MECZE 1/4 FINAŁU PUCHARU
POLSKI:
Legia Warszawa 3-2 Amica Wronki
GKS Bełchatów 1-0 Wisła Kraków
Statystyka meczu
Zdobywcy bramek
g - głową, w - bezpośrednio z
rzutu wolnego,
k - bezpośrednio z rzutu karnego, r - bezpośrednio z
rzutu rożnego
Liczby w nawiasach obok nazwisk graczy Widzewa to oznaczenie,
ile goli lub ile asyst zdobył zawodnik w danych rozgrywkach.
Gole | Min. | Strzelcy | Drużyna | Asysta |
1:0 | 17'g | Poskus (1) | Widzew | Stolarczyk (1) |
2:0 | 31' | Gula (2) | Widzew | bez asysty |
2:1 | 67' | Jelonkowski | Radomsko | |
3:1 | 90'w | Szymkowiak (2) | Widzew | Poskus (1) |
Kartki
Dla Gospodarzy | Dla Gości |
Poskus (2) | Kasprzyk |
Złotek | |
89' Nowak |
Widzów | 1 500 | |||||||||
Sędzia | Tomasz Mikulski (Lublin) | |||||||||
Doping | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Skład Widzewa: Woźniak - Bogusz, Mosór, Stolarczyk - Zając (81' Pińkowski), Kaczmarczyk, Magiera (72' Igor Steśko), Szymkowiak, Gula (57' Gedgaudas) - Pawlak, Poskus
Skład przeciwnika: Borkowski - Nowak, Kowalski, Kasprzyk (55' Włoch) - Jóźwiak (65' Bałecki), Dopierała, Leszczyński, Mandrysz, Złotek - Jelonkowski, Kowalczyk (85' Stocki)
PIŁKARZ MECZU: Mirosław Szymkowiak (3) - za najładniejszą bramkę spotkania
Gol Szymkowiaka ozdobą meczu
W pierwszym ćwierćfinałowym meczu Pucharu Polski Widzew pokonał na swoim boisku RKS Radomsko 3:1. Niestety, nie było to wielkie piłkarskie widowisko. Kibice często gwizdami kwitowali nieudolne zagrania piłkarzy. Z drugiej strony łodzianie na pewno chcieli wygrać jak najmniejszym nakładem sił, bo przecież już w sobotę czeka ich na boisku przy al. Piłsudskiego wielki pojedynek z Legią Warszawa.
Od początku pierwszej połowy przewagę posiadali gospodarze. W 5 min. gry bliski zdobycia gola był kapitan Widzewa Daniel Bogusz. Po centrze z rzutu rożnego Mirosława Szymkowiaka obrońca Widzewa głową skierował piłkę tuż obok słupka bramki bronionej przez Tomasza Borkowskiego. Chwilę później również po rzucie rożnym w dogodnej sytuacji znaleźli się radomszczanie. Spod chorągiewki dośrodkowywał na pole karne Rafał Dopierała, Zdzisław Leszczyński przedłużył piłkę na długi słupek bramki Widzewa, ale stojący tu Marcin Nowak fatalnie spudłował z kilku metrow.
Kolejną szansę zaskoczenia bramkarza gości miał Piotr Mosór. Bardzo mocno kopnął piłkę z rzutu wolnego, ale Borkowski zdołał przerzucić futbolówkę nad poprzeczką.
W 16 min. gry po prawej stronie boiska, tuż przed polem karnym Radomska, Rafała Pawlaka sfaulował Piotr Kasprzyk. Do piłki podszedł Maciej Stolarczyk i silnie dośrodkował na pole karne. W dużym zamieszaniu w piłkę jako jedyny głową trafił Robert Poskus i ugrzęzła ona w siatce bramki gości.
Widzewiacy mimo zdobytej bramki nadal atakowali. W 26 min. w pole karne rywali wbiegł z piłką Jacek Magiera. Zbyt długo zwlekał jednak z oddaniem strzału i obrońcy zgarnęli mu piłkę spod nogi.
Dwie minuty później znakomitą piłkę w stronę Rafała Pawlaka posłał Mirosław Szymkowiak. Grający jako napastnik widzewiak pognał szybko w stronę brammki Radomska, dośrodkował, ale piłkę wyłapał Borkowski.
W 29 min. spotkania było już 2:0. Tym razem do piłki ustawionej po faulu na Szymkowiaku ok. 30 m od bramki przymierzył się Piotr Mosór. Strzelił bardzo mocno, a piłka odbiła się od muru obrońców i potoczyła się w stronę Roberta Poskusa. Litwin nie zdołał jej opanować, ale bardzo dobrze zamykał akcję na lewej stronie Sławomir Gula i uderzeniem z ostrego kąta zdobył drugiego gola dla Widzewa.
Dwubramkowe prowadzenie uśpiło nieco czujność widzewskich piłkarzy. Mało brakowało, aby Radosław Kowalczyk zmniejszył rozmiary prowadzenia łódzkiej drużyny. Dobrze wystartował do dalekiego podania Krzysztofa Złotka, zmusił Piotra Mosóra do popełnienia błędu i w sytuacji sam na sam z Andrzejem Woźniakiem próbował przerzucić piłkę nad widzewskim bramkarzem. Piłkę kopnął jednak zbyt mocno i ta poszybowała nad poprzeczką. Przed przerwą trzeba jeszcze odnotować silny strzał Macieja Stolarczyka sprzed linii pola karnego, z trudem wypiąstkowany przez Borkowskiego.
W drugiej połowie gra wyraźnie siadła. Co prawda w 51 min. znakomicie uwolnił się spod opieki rywali Rafał Kaczmarczyk i oddał silny strzał na bramkę Radomska sparowany w wielkim stylu przez bramkarza RKS, ale później inicjatywę łodzianie oddali w ręce gości. Na efekty nie trzeba było długo czekać.
W 65 min. Kowalczyk odebrał piłkę Magierze i ładnie, choć minimalnie niecelnie strzelił z linii pola karnego. Dwie minuty później piłka znalazła się jednak w siatce bramki Widzewa. Grający trener Radomska Piotr Mandrysz przerzucił piłkę na lewą stronę pola karnego do nie pilnowanego przez żadnego z Widzewiaków Janusza Jelonkowskiego. Napastnik RKS z wielkim spokojem pokonał próbującego zażegnać niebezpieczeństwo Andrzeja Woźniaka.
Widać było, że wynik 2:1 może nie w pełni, ale satysfakcjonował piłkarzy zespołu gości. Wszak w rewanżu wystarczyłoby im wygrać ze słynnym Widzewem tylko 1:0, by awansować do półfinału Pucharu Polski. Na szczęście widzewiacy wzięli to sobie do serca i strali się powiększyć rozmiary zwycięstwa. Udało się to w 90 min. gry Mirosławowi Szymkowiakowi, który ponad murem, bezpośrednio z rzutu wolnego z 17 metrów pięknym uderzeniem pokonał Borkowskiego.
Strzał Szymkowiaka był konsekwencją faulu Marcina Nowaka na wychodzącym na czystą pozycję Robercie Poskusie. Gol nie był jedyną karą dla Radomska, bowiem sędzia spotkania Tomasz Mikulski pokazał obrońcy RKS czerwoną kartkę.
Rewanżowe spotkanie odbędzie się za tydzień, w środę 19 bm. w Radomsku. Dwie bramki przewagi stawiają w lepszej sytuacji drużynę Widzewa. Zapowiada się, że podobnie jak w ubiegłym roku RKS Radomsko skończy grę w Pucharze Polski na ćwierćfinale. Wówczas po nikłej porażce w Chorzowie z Ruchem 1:2, przegrał u siebie drugi mecz 0:2.
Express Ilustrowany
Po meczu powiedzieli: Orest Lenczyk, trener Widzewa: Mecz należało wygrać i wygraliśmy. Oczywiście szkoda, że straciliśmy bramkę. Prawda jest taka, że w walce o półfinał Pucharu Polski jesteśmy dopiero po połowie i prowadzimy 3:1. Trzeba będzie zrobić wszystko w Radomsku, aby przejść do następnej rundy. Mecz do przerwy interesujący, Radomsko się nie dawało pomimo straty dwóch bramek. Natomiast po straceniu bramki wdał się chaos w poczynania naszych zawodników. Były niecelne podania i brakowało tego ostatniego podania. Także słabsza postawa trzech zawodników, zwłaszcza na 30 metrze od bramki, spowodowała, że Radomsko walczyło. To jest piękno pucharów. Gratuluję Radomsku postawy w dzisiejszym meczu. Gra tam wielu pierwszoligowców. Jestem optymistą. Nasze szanse procentowo oceniam na 51:49. Boisko, choć z daleka wydawało się równe, piłka jednak skakała, choć obie drużyny jednakowo miały z tym kłopoty. Ale to mogło być powodem momentami słabszej gry. Radomsko jest doświadczonym zespołem. Jacy zawodnicy zawiedli? Nie powiem. Najpierw porozmawiam z zawodnikami, a później z dziennikarzami. Gęsior nie grał, bo chcę mieć go zdrowego na Legię. Nie w moim stylu jest to, by nie wystawiać zawodnika, bo ma zbyt dużo żółtych kartek i nie oszczędzam takich. Każdy w polskiej lidze chciałby mieć w Mirosława Szymkowiaka, przede wszystkim dlatego, że potrafi grać w piłkę. Na jakiej pozycji gra, to gra dobrze. A jak gra bardzo dobrze, to Widzew wygrywa. Choć w całym meczu układało mu się różnie, to strzałem z rzutu wolnego udowodnił, że jest postacią liderującą w zespole. Mirosław Szymkowiak: Wydawało nam się, że będzie łatwiej. Powtarzaliśmy sobie, wychodząc z szatni, by nie stracić bramki. Niestety, straciliśmy i trzeba było strzelić trzecią. Udało się to i z tego trzeba się cieszyć. Musimy poprawić grę z pierwszej piłki. Piłkarz nie powinien narzekać na stan murawy, ale jak jestem w Łodzi sześć lat, to takiej złej płyty nie było. Miejmy nadzieję, że się polepszy. Doszły mnie słuchy, że mój strzał z wolnego był słaby, a bramkarz zaspał. Dementuję to. Strzeliłem bardzo silnie. Cieszę się z tego strzału. Trzy dni przed meczem zostawałem po treningach, oddawałem po pięćdziesiąt wolnych i efekt tego było widać. Piotr Mosór: Uważam, że rywal podyktował nam trudne warunki gry. Był to dla nas ciężki mecz. Oni strzelili nam głupią bramkę na 2:1 i zaczęli nas gnieść. Dostali wiatr w plecy. Na szczęście Mirek strzelił na 3:1 i powinno wystarczyć w rewanżu. |