II runda Pucharu UEFA w sezonie 1999/2000 - mecz 2 z 2

Data Godz. Gospodarze Wynik końcowy Goście
2 XI
1999
18.00 AS MONACO
(Francja)
2:0 WIDZEW ŁÓDŹ

Legia Warszawa 1-1 Udinese Udine (Włochy) AWANS: Udinese Udine
Amica Wronki 1-4 Atletico Madryt (Hiszpania) AWANS: Atletico Madryt

Statystyka meczu

Zdobywcy bramek
g - głową, w - bezpośrednio z rzutu wolnego,
k -
bezpośrednio z rzutu karnego, r - bezpośrednio z rzutu rożnego
Liczby w nawiasach obok nazwisk graczy Widzewa to oznaczenie,
ile goli lub ile asyst zdobył zawodnik w danych rozgrywkach.

Gole Min. Strzelcy Drużyna Asysta
1:0 50' Lamouchi Monaco  
2:0 85' Trezeguet Monaco  

Kartki

Dla Gospodarzy Dla Gości
Gallardo Terlecki (1)
Leonard Zając (1)
Widzów 4 000 (wyjazd)
Sędzia Fiorenzo Treossi (Włochy)
Doping 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Skład Widzewa: Matuszek - Pawlak, Terlecki, Stolarczyk - Gula, Gęsior, Michalski, Kaczmarczyk (70' Citko), Kiełbowicz - Zając, Szymkowiak

Skład przeciwnika: Silva - Sagnol, Djetou, Christanaval, Leonard - Giuly (75' N'Diaye), Gallardo, Lamouchi, Riise - Simone, Trezeguet

PIŁKARZ MECZU: BRAK

Rozwiały się nadzieje...

Przed rozpoczęciem meczu, kiedy piłkarze Widzewa byli na rozgrzewce, podszedł do nich prezes Andrzej Pawelec i w gorących słowach mobilizował ich do w pełni zaangażowanej i śmiałej walki z AS Monaco. Zaangażowanie było, ale brakowało ze strony widzewiaków, w pierwszej odsłonie, smiałości, częstszego wyprowadzania z własnego przedpola bardziej zdecydowanych ataków.

Taktyka przetrzymania początkowego naporu gospodarzy zdała egzamin, chociaż w 11 min., po dośrodkowaniu Davida Trezegueta, na czystej pozycji strzeleckiej znalazł sie Ludovic Giuly, ale świetną interwencją popisał się Marek Matuszek. Drugą, podobnie dogodną sytuację do zdobycia prowadzenia miał w 39 min. Marco Simone. Po rzucie rożnym w wykonaniu Marcelo Gallardo piłka trafiła na głowę Simone, który z 5 metrów posłał ją w górny róg bramki, ale znów skutecznie interweniował Matuszek.

W tym okresie gry łodzianie nastawili się przede wszystkim na obronę własnego przedpola, czekając na sprzyjającą okazję do wyprowadzenia szybkiej kontry. I taka udana kontra nastąpiła w 45 min. Długie, prostopadłe podanie Radosława Michalskiego trafiło do stojącego na prawej stronie boiska Mirosława Szymkowiaka, a ten szybko przekazał piłkę wzdłuż bramki do nadbiegającego Marcina Zająca. Ten jednak, znajdując sie 7 metrów przed bramką, nie trafił w piłkę, a potem, naprawiając błąd, zdołał do niej dobiec, ale z 3 metrów posłał ją obok słupka. W tym momencie mogło, a nawet powinno byc 1:0 dla Widzewa.

Gdyby do przerwy gospodarze walczyli nieco bardziej odważnie to takich zagrożeń pod bramką Mario Silvy byłoby z pewnością więcej. Ale piłkarze AS Monaco zbytnio się przez pierwsze 45 minut nie wysilali, chcąc jak najmniejszym nakładem sił odnieść zwycięstwo. Taka podstawa Marcelo Gallardo i jego kolegów spotkała się z dezaprobatą ze strony miejscowych kibiców, którzy przeciągłymi gwizdami kwitowali mniej udane zagrania swych pupilów.

W miarę natomiast zadwolona z postawy piłkarzy Widzewa była ponad 200 - osobowa grupa kibiców z Łodzi, która nie szczędziła gardeł dopingując drużynę do jeszcze bardziej wzmożonego wysiłku. W przerwie meczu, oblegany przez dziennikarzy, leczący kontuzję bramkarz AS Monaco, Fabien Barthez powiedział: Moi koledzy chcą jak najmniejszym nakładem sił osiągnąć sukces. I taka postawa mogła się zakończyć w 45 min. prowadzeniem Widzewa. Z tego przypadku należy wyciągnąć wnioski na drugą połowę. Nasi muszą już w pierwszych minutach zdobyć gola, aby rozluźnić szyki obronne rywala. Jestem pewien, że ten pojedynek zakończy się naszym zwycięstwem.

Sprawdziły się słowa Bartheza. W 50 min. załamała się łódzka obrona. Po prostopadłym podaniu Marco Simone w pole karne wdarł się Sabri Lamouchi i celnym uderzeniem pokonał Marka Matuszka. W tym momencie Widzew nie miał już nic do stracenia, został po prostu zmuszony do bardziej ofensywnej gry. I w 59 min. Dariusz Gęsior mógł doprowadzić do wyrównania. Po rzucie wolnym Tomasza Kiełbowicza piłka trafiła na jego głowę, strzelił on silnie z 5 metrów, ale przy tym bardzo niecelnie.

Tymczasem drużyna AS Monaco nie zadowoliła się jednobramkową przewagą, starając się bardzo mocno podwyższyć wynikl spotkania. Miejscowi stwarzali raz po raz duże zagrożenie na przedpolu łodzian, ale zaporę trudną do pokonania stanowili Marek Matuszek i Maciej Terlecki, który rozegrał jeden z najlepszych meczów w tym sezonie. W 76 min. łodzianom dopisało szczęście, kiedy to Marco Simone z 7 metrów posłał piłkę obok słupka.

W 84 min. okazję na zdobycie bramki zmarnował ponownie Marcin Zając. Łódzki napastnik w dobrym stylu minął Philippe Christanavala, wpadł samotnie z piłką w pole karne rywali, ale dał się w ostatnim momencie wyprzedzić Martinowi Djetou. W minutę później było 2:0 dla AS Monaco. Sabri Lamouchi zaatakował lewą stroną boiska i posłał piłkę wzdłuż bramki Widzewa. Do piłki wyskoczył zza pleców Macieja Stolarczyka Trezeguet i w stylu godnym piłkarza dużej klasy zmusił do kapitulacji Marka Matuszka.

Pod koniec meczu zespół monakijski miał jeszcze trzy wyborne sytuacje do uzyskania bardziej efektownego zwycięstwa, ale nie zdołał ich wykorzystać. Tak więc do trzeciej rundy Pucharu UEFA awansowała drużyna AS Monaco, potwierdzając swą wyższą klasę piłkarską nad Widzewem. Łodzianom należą się jednak słowa pochwały za ambitną, pełną poświęcenia postawę.

Express Ilustrowany

Po meczu powiedzieli:

Orest Lenczyk, trener Widzewa: Byliśmy w stanie wygrać, bylibyśmy w stanie to zrobić, gdyby mogli zagrać Łapiński, Wichniarek i Bogusz. Było u nas zbyt dużo luk, żeby przy niezbyt dobrej grze Monaco wykorzystać ich błędy. Na pewno Monaco jest drużyną lepszą, lepiej zorganizowaną. Ale gdyby Zając strzelił bramkę, to nawet w tym składzie była szansa na sprawienie sensacji. Uważam, że fakt, iż graliśmy w takim składzie, w jakim graliśmy, nie powstał z winy mojej ani zawodników. Co do Rafała Karczmarczyka, to on sam poprosił o zmianę.

Sławomir Gula: Szkoda, bo mecz momentami był równy, ale samokrytycznie trzeba przyznać, że byliśmy gorsi. Nie ma co gdybać, że może jak wykorzystalibyśmy sytuacje, to awans stałby się naszym udziałem. Monaco było lepsze i tej drużynie trzeba oddać hołd.

Maciej Terlecki: Nie mam satysfakcji, bo nie osiągnęliśmy korzystnego rezultatu. Ale byłem realistą. Jak nie ma połowy drużyny, jak tuż przed ważnym meczem wypada najlepszy napastnik, to nie ma co myśleć o sukcesach w Europie. Ten mecz jednak minął i trzeba o nim zapomnieć. Wracamy do Łodzi i koncentrujemy się na lidze. Trzeba grać dalej.


Strona główna

1