12. kolejka I ligi sezonu 1999/2000

Data Godz. Gospodarze Wynik końcowy Goście
16 X
1999
18.00 WIDZEW ŁÓDŹ 2:1 RUCH RADZIONKÓW

Legia Warszawa 4-0 Stomil/Halex Olsztyn
Zagłębie Lubin 0-0 Ruch Chorzów
Petro Płock 1-1 Groclin Dyskobolia
Górnik Zabrze 1-0
Wisła Kraków
Lech Poznań 1-1 ŁKS Ptak
Odra Wodzisław 1-0 Pogoń Szczecin
Amica Wronki 5-0
Polonia Warszawa

(Polonia ukarana dwiema czerwonymi kartkami!)

Statystyka meczu

Zdobywcy bramek
g - głową, w - bezpośrednio z rzutu wolnego,
k -
bezpośrednio z rzutu karnego, r - bezpośrednio z rzutu rożnego
Liczby w nawiasach obok nazwisk graczy Widzewa to oznaczenie,
ile goli lub ile asyst zdobył zawodnik w danych rozgrywkach.

Gole Min. Strzelcy Drużyna Asysta
1:0 40' Gęsior (4) Widzew Gula (2)
2:0 60'g Wichniarek (6) Widzew Citko (3)
2:1 68' Janoszka Ruch  

Kartki

Dla Gospodarzy Dla Gości
Kiełbowicz (1) Klytta
  Szymiński
Widzów 2 000
Sędzia Marcin Borski (Warszawa)
Doping 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Skład Widzewa: Matuszek - Bogusz, Łapiński, Stolarczyk (80' Pawlak) - Gula (77' Szymkowiak), Gęsior, Michalski, Terlecki, Kiełbowicz - Citko (88' Stasiak), Wichniarek

Skład przeciwnika: Klytta - Szymiński, Wróblewski, Wrześniewski, Myszor - Fornalik (77' Sobczak), Oprządek, Sierka, Grzyb (80' Cegiełka) - Jarosz (59' Żymańczyk), Janoszka

PIŁKARZ MECZU: Artur Wichniarek (3)

Ważne, że wygrali

Piłkarze Widzewa męczyli się okrutnie, ale najważniejsze jest to, że w końcu wygrali ligowy mecz. Trzeba powiedzieć, ze łodzianie na to zwycięstwo w pełni zasłużyli. Wypracowali znacznie więcej sytuacji strzeleckich. Gdyby je wykorzystali, byłoby 4:0 i spokojna gra w końcówce. Niestety, zamiast bramek były pudła i w ostatnich minutach trzeba było nerwowo bronić jednobramkowego zwycięstwa.

Inna sprawa, że niezbyt przyjemnie sie gra, gdy wokół klubu panuje mało przychylna atmosfera. Gdy przed meczem spekuluje się, czy zawodnicy z powodów finansowych w ogóle wyjdą na plac. Gdy kibice liczą, ilu komorników odwiedziło klub - siedmiu, ośmiu, a może dziewięciu? Gdy dyskutuje się, komu Widzew oddał długi, a komu jeszcze nie. W tej szczególnie trudnej sytuacji takie ciężko wywalczone zwycięstwo ma swoją dodatkową, optymistyczną wartość.

Już do momentu strzelenia pierwszego gola Widzew powinien prowadzić 3:0. W 16 min. po dokładnym, prostopadłym podaniu w sytuacji sam na sam Wichniarek uderzył nad poprzeczkę. W 21' bramkarz Klytta fantastycznie obronił dobitkę Guli z pięciu metrów. W 24 min., po dokładnym zagraniu Terleckiego, Wichniarek lekko, technicznie uderzył obok bramkarza, ale trafił w słupek.

Co się odwlecze, to nie uciecze. Wreszcie w 40 min. Citko w swoim dawnym, dobrym stylu wykonał taniec z piłką w polu karnym, zwiódł obrońców gości i zacentrował. Klytta wybił piłkę, ale tak nieszczęśliwie, że trafiła ona pod nogi Gęsiora. Łódzki pomocnik nie miał większych kłopotów z umieszczeniem jej w siatce.

W 58 min. po akcji Terleckiego z Gulą, bramkarz Ruchu w sytuacji sam na sam sfaulował łódzkiego piłkarza. Jedenastki nie wykorzystał Gęsior. Piłka trafiła w słupek, potem w nogi Klytty i wyszła w pole. Dwie minuty później stało się to, co powinno się wcześniej stać. Dokładnie zacentrował Citko, a niezwykle dynamiczny Wichniarek głową skierował piłkę do siatki.

Wydawało się, że Widzew odniesie spokojne, bezproblemowe zwycięstwo. Nic z tego. Błąd Matuszka, który nie zdołał złapać czy też wybić piłki w powietrznym pojedynku z Myszorem, bezlitośnie wykorzystał Janoszka. Przejął piłkę i bez żadnych kłopotów strzelił do pustej bramki. I zaczął się łódzki horror. Wybijanie piłki po autach,   nerwowe akcje obronne na łódzkim polu karnym. Na szczęście skończyło się zwycięstwem Widzewa.

Express Ilustrowany

Po meczu powiedzieli:

Orest Lenczyk, trener Widzewa: Wygraliśmy to spotkanie bez fanfar, ale po kilku akcjach, które mogły się podobać. Zawodnicy włożyli wiele sił, aby wygrać. Wynik był otwarty niemal do końca spotkania, bo - po pierwsze Ruch słynie z tego, że gra do końca bez względu na wynik, a po drugie, że widzewiacy nie lubią grać z tym przeciwnikiem. Można było wcześniej zapewnić sobie zwycięstwo, wykorzystując sytuacje bramkowe. Gol dla Radzionkowa padł po ewidentnym błędzie Marka Matuszka, niepotrzebnie chciał łapać piłkę zamiast ją piąstkować. Słabsza dyspozycja niektórych naszych obrońców, przy ruchliwości napastników Ruchu stwarzała niebezpieczeństwo pod naszą bramką. My trenujemy do czwartku normalnie, ja pracuję na parterze i nie wiem co się dzieje na piętrze. Życzę Markowi Citce, żeby strzelił wreszcie gola, Arturowi Wichniarkowi, aby uderzał pół metra obok bramkarza rywali i aby piłka po strzale Gęsiora odbijała się od słupka iwpadała do bramki rywali.

Marek Citko: Ja podobnie jak życzył mi trener Lenczyk też bardzo chciałbym strzelać bramki, bo taka jest rola napastnika. Najważniejsze jednak, żeby wygrywała drużyna i żebyśmy się pięli w górę tabeli. Dzisiaj mogłem strzelić gola, ale niestety zabrakło centymetrów.

Dariusz Gęsior: W pierwszej połowie Ruch nie miał nic do powiedzenia. Byliśmy zespołem zdecydowanie lepszym. W drugiej połowie nie wykorzystałem karnego, ale chwile później Artur strzelił na 2:0. Straciliśmy jednak bramkę, chyba wskutek faulowania naszego bramkarza i końcówka była nerwowa. Nie chcieliśmy stracić kolejnej bramki i dlatego nasza gra nie była zbyt piękna.

Mirosław Szymkowiak: Skład ustala trener. Nie wiem dlaczego usiadłem dzisiaj na ławce rezerwowych. Jeżeli nie będę się mieścił w podstawowym składzie Widzewa, poszukam miejsca w inne drużynie. Dzisiaj wygraliśmy zasłużenie, choć Ruch bardzo nas przycisnął w końcówce.

Daniel Bogusz: Było ciężko, ale sami sobie narzuciliśmy taki styl gry. Po dwubramkowym prowadzeniu cofnęliśmy się niepotrzebnie. Gdybyśmy dalej grali po swojemu, nasze zwycięstwo byłoby bardziej okazałe, a tak musieliśmy do końca bronić wyniku i trzech punktów. Cieszymy się bardzo ze zwycięstwa.


Strona główna

1