11. kolejka I ligi sezonu 1999/2000

Data Godz. Gospodarze Wynik końcowy Goście
3 X
1999
17.00 WIDZEW ŁÓDŹ 2:2 LECH POZNAŃ

Pogoń Szczecin 2-4 Legia Warszawa
Wisła Kraków 1-0
ŁKS Ptak
Ruch Chorzów 2-1 Górnik Zabrze
Polonia Warszawa 1-1 Zagłębie Lubin
Groclin Dyskobolia 0-1 Odra Wodzisław
Stomil Olsztyn 1-1 Amica Wronki

Statystyka meczu

Zdobywcy bramek
g - głową, w - bezpośrednio z rzutu wolnego, k - bezpośrednio z rzutu karnego

Gole Min. Strzelcy Drużyna Asysta
1:0 17'g Gula Widzew Wichniarek
1:1 28' Maćkiewicz Lech  
2:1 50' Wichniarek Widzew Gula
2:2 65' Piskuła Lech  

Kartki

Dla Gospodarzy Dla Gości
Gęsior (1) Maćkiewicz
Pawlak (1) Głowacki
  Kubicki
Widzów 3 500
Sędzia Tomasz Mikulski (Lublin)
Doping 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Skład Widzewa: Matuszek - Bogusz, Michalski, Pawlak - Gula, Szymkowiak, Kaczmarczyk (70' Dudek), Gęsior, Kiełbowicz - Citko (64' Zając), Wichniarek

Skład przeciwnika: Kokoszanek - Bocian (46' Nnorom), Głowacki, Drajer - Suchomski (89' Najewski), Scherfchen, Piskuła, Urbaniak, Augustyniak - Maćkiewicz, Kubicki (81' Goliński)

PIŁKARZ MECZU: Artur Wichniarek (2) - strzelił bramkę i zaliczył asystę

Bez satysfakcji

Wprawdzie kibice obejrzeli 4 bramki, ale nie można powiedzieć, że było to pasjonujące widowisko. Raczej można je określić ligową przeciętnością, adekwatnie do pozycji w tabeli obu drużyn. Niewątpliwie wpływ na taką, a nie inną postawę piłkarzy wywarło zmęczenie spowodowane ich czwartkowym występem w Pucharze UEFA. Ale równocześnie należy podkreślić, że zawodnikom nie brakowało ambicji, a i wytrzmywali kondycyjnie trudy tego pojedynku.

Słabszą postawę gospodarzy w pewnym stopniu tłumaczy absencja trzech podstawowych graczy: Tomasza Łapińskiego (kontuzja), Macieja Terleckiego i Macieja Stolarczyka (obaj pauzowali za 4 żółte kartki). W Lechu nie było już Macieja Żurawskiego, który sobotę bronił barw krakowskiej Wisły.

W początkowej fazie meczu przeważali widzewiacy, którzy wypracowali sobie kilka dogodnych sytuacji do zdobycia gola. Szans nie wykorzystali: w 2 min. Tomasz Kiełbowicz, w 5 min. Artur Wichniarek, a w 7 min. Marek Citko, który miał przed sobą tylko bramkarza, ale posłał piłkę minimalnie obok słupka.

Wreszcie w 17 min., po dokładnym dośrodkowaniu Artura Wichniarka, obrońców gości ubiegł Sławomir Gula i efektownym strzałem głową uzyskał upragnionego gola.

Poznaniacy po stracie bramki nie zmienili w zasadzie taktyki gry, czyhając na dogodne wyprowadzanie kontrataków. I w 28 min., po dokładnym dograniu piłki przez Krzysztofa Piskułę, Jarosław Maćkiewicz doprowadził do wyrównania.

Widzew dążył zwiększonymi siłami do ponownego wyjścia na prowadzenie, atakował, ale brakowało mu wykończenia. W 37 min., po rzucie rożnym, silne, precyzyjne uderzenie Dariusza Gęsiora nie znalazło drogi do siatki. W 40 min. sędzia uznał, że Artur Wichniarek, przy próbie uderzenia piłki nożycami, był faulowany (ciągnięty za koszulkę) i podyktował rzut karny. Jego wykonawcą był sam poszkodowany, ale strzelił zbyt nonszalancko i piłka przeszła dość daleko obok słupka.

Kiedy w 50 min., po doskonałym przekazaniu piłki przez Sławomira Gulę na pole bramkowe Lecha, Artur Wichniarek uderzeniem z pierwszej piłki wyprowadził Widzew na prowadzenie, zdawało się, że łodzianie zdołają ten pojedynek rozstrzygnąć na swą korzyść. Nic z tego. W 15 minut później stracili uzyskaną przewagę. Ponownie nie popisali się łódzcy obrońcy, którzy najpierw nie upilnowali Jacka Kubickiego (uderzoną przez niego piłkę zdołał wybronić Marek Matuszek) a potem pozwolili dojść do strzału Krzysztofowi Piskule, który ustalił wynik meczu.

W 89 min. Lech mógł zejść z widzewskiego boiska w glorii chwały. Łodzianie skoncentrowani na atakowaniu przedpola rywala, pozwolili wyjść na czystą pozycję strzelecką Sławomirowi Suchomskiemu. Ten strzelił, ale, na szczęście, bardzo niecelnie. Gdyby wybrał inny wariant, przekazał piłkę do Jarosława Maćkiewicza, to ten nie miałby prawie żadnych kłopotów ze zmuszeniem Marka Matuszka do kapitulacji.

Sprawiedliwości stało się jednak zadość. Remisowy rezultat nie krzywdzi żadnej z drużyn.

Express Ilustrowany

Po meczu powiedzieli:

Orest Lenczyk, trener Widzewa: Ten mecz trzeba było wygrać. Nie udało się. Kiedy się strzela dwie bramki na własnym boisku, to remis nie może dać zadowolenia. Chociaż, gdyby w końcówce Lech wykorzystał sprzyjające okazje do zdobycia goli, moglibyśmy zejść z boiska pokonani. W naszej obronie nie działo się jednak najlepiej. Nie mogę autorytatywnie stwierdzić, czy sędzia słusznie podyktował rzut karny. Był bliżej zdarzenia, lepiej je widział. Do wykonania rzutu karnego wyznaczony był Marek Citko. Słyszałem na trybunach, że Artur Wichniarek celowo źle wykonał "jedenastkę". Nie będę tego komentował. Pocieszające jest to, że piłkarze Widzewa walczyli ambitnie i nieźle wytrzymali trudy tego ciężkiego spotkania.

Sławomir Gula: Jestem zadowolony z mojej gry w dzisiejszym meczu. Cieszę się, że nie zawiodłem trenera, strzeliłem bramkę i liczę na kolejne występy w podstawowym składzie Widzewa od pierwszego gwizdka sędziego. Na pewno jeden punkt nas nie zadowala, ale trzeba się cieszyć, że nie przegraliśmy tego pojednku.

Radosław Michalski: Nie zdołaliśmy dzisiaj wygrać mimo dwukrotnego prowadzenia. Trudno, będziemy próbować w kolejnych ligowych meczach. Teraz przede mną wyjazd na mecz reprezentacji do Szwecji, w którym będziemy robić wszystko, aby przywieźć do Polski korzystny wynik.

Artur Wichniarek: Tym razem obeszło się bez pogróżek pod moim adresem, ale należy spytać, co panowie z Poznania robili w pobliżu budynku klubowego. Sędzia podyktował rzut karny po przewinieniu na mnie, obrońca rzeczywiście przyciągnął mnie ręka, ale czy było to przewinienie na rzut karny - nie wiem. Na pewno chciałem go wykorzystać, bo w innym przypadku bym go nie strzelał. Bramka uzyskana po przerwie ucieszyła mnie jak każda inna strzelona w lidze.


Strona główna

1