Trener
Roku 1996 i 1997 w plebiscycie "Piłki Nożnej"
ma kłopoty. Kolejny wybór zapewne mu nie grozi... FRANCISZEK SMUDA:
Ma pan rację. Aby zdobyć wasze uznanie, dobrze jest
się pokazać na arenie międzynarodowej i najlepiej
zdobyć tytuł mistrza Polski. Rzeczywiście,
"to" Widzewowi nie grozi.
Jak pan sądzi,
dlaczego?
Tu są dwie sprawy - wyobrażam sobie je jako linie
ciągłe. Jedna - związana ze sprawami szkoleniowymi -
dotyczy mnie osobiście. Druga - to możliwości
organizacyjne klubu. Dla osiągnięcia sukcesu te linie
muszą stale się przecinać. Przez trzy lata mojej pracy
w Widzewie linie te tylko chwilami zbliżały się do
siebie.
Czy pan uważa się za
dobrego trenera?
Nigdy nie myślałem, że już wszystko potrafię, że
pozjadałem wszystkie rozumy. Uważam - i nie zabrzmi to
kokieteryjnie - że do najlepszej klasy szkoleniowców
brakuje mi jeszcze jakieś 50 procent. Ta świadomość
nie pozwala mi spocząć na laurach, zmusza mnie do
dalszej nauki, pracy nad sobą.
Co jest w pracy dobrego
szkoleniowca najważniejsze?
Świetne przygotowanie warsztatowe oraz... ten
przysłowiowy łut szczęścia. Bez niego nawet najlepszy
trener nie osiągnie wyników. Tak jest w piłce i w
sporcie, że szczęście sprzyja rzeczywiście
najlepszym.
Podobno w przypadku
zdobycia przez Widzew tytułu mistrza Polski w sezonie
1995/96, w meczu z Legią decydującym o tytule pomogło
wam nie tylko szczęście?
Jeśli to nie było nasze szczęście, to na pewno
pech Legii.
Mamy wiosnę 1998 roku.
Widzew zamiast walczyć o trzeci tytuł, zbliża się do
środka tabeli. Co się stało?
Przytłoczyła nas plaga kontuzji oraz kłopoty
organizacyjne klubu. Przed spotkaniem z Wisłą nie
mogłem skorzystać z 10 podstawowych zawodników.
Popełnił pan błędy w
okresie przygotowawczym?
Słyszałem już takie opinie i stanowczo je odrzucam.
Przygotowywaliśmy się do sezonu tak jak poprzednio.
Gdyby zawodnicy byli źle przygotowani, to kontuzje
miałyby charakter mięśniowy. Tymczasem takiego urazu
doznał jedynie Dariusz Gęsior. Pozostałe kontuzje
były wynikiem walki na boisku. Zresztą w przypadku
Tomasza Łapińskiego i Radosława Michalskiego
odniesione one zostały w kadrze. Radek, a także
Szemoński i Heuyot przyszli do Widzewa z zadawnionymi
urazami, o których nie mogliśmy wiedzieć, skoro je
przed nami ukryto.
Nic zatem pana nie
obciąża?
Obciąża mnie... brak szczęścia. Jest jeszcze coś.
Przez trzy lata miałem kadrę najwyżej trzynastu
piłkarzy na miarę naszych wspólnych ambicji. W dodatku
po każdym sezonie ta kadra się zmniejszała, a ja
musiałem za każdym razem podejmować pracę od nowa. Za
trzecim razem opuściło nas szczęście. W obecnym
Widzewie jest 5-6 zawodników potrafiących harować za
pozostałych, tych, którzy dopiero się uczą. I
harowali, dopóki organizmy nie powiedziały
"stop".
Wrócili jednak bądź
wkrótce wrócą do zespołu Marek Citko, Tomasz
Łapiński, Zbigniew Czajkowski, Andrzej Michalczuk,
Radosław Michalski...
Dobrze. Po kolei: Citko i Czajkowski - blisko rok nie
grania w futbol, Michalczuk - 8 miesięcy. Czy pan
myśli, że oni do końca tego sezonu będą w stanie
osiągnąć dawną dyspozycję? To wręcz niemożliwe!
Co w takim razie
zamierza zrobić trener Smuda?
Zostaję do końca rundy wiosennej. Chcę pomoć
chłopakom, a także ludziom, którzy walczą o
uratowanie tego klubu, który nadal na zachodzie Europy
uważany jest za wizytówkę polskiej piłki. Myślę,
że zdobędziemy jescze tyle punktów, które zapewnią
nam start w... Intertoto. To oczywiście żart. Jak pan
wie, drużyny zostały już zgłoszone i żadne zmiany
nie są możliwe. A teraz serio - mamy młodą drużynę
i pragnę ściągnąć tu inwestorów. Widzew to nie jest
i nie będzie "zgrana karta". Trzeba zrobić
wszystko, aby uratować ten klub dla dobra polskiej
piłki.
Jednak opuszcza pan
Widzew i zapewne Polskę...
Jeśli otrzymam od klubu naszej ekstraklasy
propozycję pracy to ją rozważę. Pod jednym warunkiem.
Nie będę się pytał o apanaże, a o to, czy działacze
tego klubu chcą zbudować zespół na puchary, czy
raczej pójdą tropem tylu innych klubów, które
funkcjonują wyłącznie dzięki sprzedaży najlepszych
zawodników. Nie jestem jeszcze wypalony, poza tym
swojego dorobku nie chcę roztrwonić i nie roztrwonię.
Dałem sobie czas na podjęcie decyzji do 15-20 maja.
Słyszałem, że
wstępne propozycje złożyły panu Amica i Wisła...
Proszę nie wymagać, abym potwierdził bądź
zaprzeczył. Ale dobrze - powiem tylko, że najwcześniej
zgłosili się do mnie działacze z Wronek. Amica to
interesujący klub. Podobnie jak dwa pozostałe.
|